Rise hell in heaven

It's calm before the storm that's rising from beneath


I'll let my demons out to breathe




Lordi




Świat cuchnie — pomyślała, wyczołgując się po kamienistym brzegu na nadbrzeżny bulwar. Jej nogi bezwładnie podskakiwały na kamieniach, lewa stopa wykrzywiona w nienaturalny sposób, kolana prawej nogi wygięte w przeciwnym kierunku niż naturalnie. Była przemoczona, wyczerpana, połamana i zła. Świat zawirował bólem. - Świat cuchnie. Ściekami, zepsutym mięsem i chińszczyzną. Przez chwilę analizowała ostatnie wydarzenia. Cholera! Znowu mokra jestem. - Podsumowała. - Chyba wole od deszczu. - dodała.




Wpatrzona w niebo zastanawiała się, ile czasu minęło od upadku do wody, żebra zdążyły się zrosnąć, ale nadal czuła uderzenie busa, błyszcząca poświatę drobinek szkła rozbitej szyby, minę kierowcy i krzyki przechodniów. Uśmiechnęła się pod nosem. - Znowu mi się udało. - szepnęła i chwytając piasek w dłoń, wysypywała go delikatnie przez zaciśnięte piąstki. Przez chwilę leżała obserwując chmury, które na czerwonym niebie przepływały jak stada czarnych barnów. Dzień powoli się kończył, a na niebie zaczęły tańczyć pierwsze zwiastuny nocy. Gwiazdy migocząc, nabijały się z leżącej, połamanej szmacianej lalki. Maria poczuła, że ON zaczyna na nią patrzeć, jej skóra zaczęła falować. Ciało wygięło się w łuk, a połamane kości zaczęły wracać na swoje miejsca, ogłuszającymi trzaskami nastawianych kości. W pewnym momencie z pobliskich krzaków wyłoniła się czarna postać. Poddając się spazmom Maria, zauważyła osobnika, który niebezpiecznie się do niej zbliżał, w tej chwili była bezbronna. Oddała się księżycowi, który aktualnie rzeźbił jej delikatne ciało. Słyszała, jak szepcze, spowiada ją ze zmierzchu, zachodzącego słońca, z wymarłych braci wilków, zatrutego wina, które sączy krew. Resztki materiału, które okrywały jej kształty, falowały w rytm piosenki śpiewnej przez wiatr, Rude włosy przyłączyły się do tańca. Intruz zbliżał się coraz pewniej. Przez chwilę stała wyprostowana, na palcach sięgając twarzą nieba, ręce rozpostarte jak do lotu, ostatni pocałunek Luny. Księżyc schował się za chmurami, dziewczyna upadła. Mroczna postać podbiegła. - Co tu robisz laleczko? - rozległ się głos. Mężczyzna przyklęknął przy prawie nagiej Marii, zmierzył ją wzrokiem i się obleśnie oblizał. - Naćpana jesteś, co? Dobrze, dobrze. JA się Tobą zaopiekuje. - Mężczyzna drżącą dłonią pogładził nieprzytomną dziewczynę. Wziął ją na ręce, gdy księżyc znowu wyjrzał zza chmur, już ich nie było. Świat cuchnie — resztkami świadomości pomyślała. - alkoholem, potem i spalinami.




***




Przez świetliki w suficie oświetlił go blask, pod którym skóra zaczęła go swędzieć w dziwny sposób. Na początku czuł, jakby setki małych igiełek muskały jego ramie, w miejscu, gdzie oświetla go księżyc, potem szyje, plecy tors brzuch nogi. Delikatne pieszczoty zmieniły się w tortury. Igiełki zmieniły się w noże, które ktoś niewidzialną dłonią wbija w jego skórę i przesuwa wzdłuż żył i rozcina ją co kawałek setkami ostrzy. Gabriel przywiązany dziwnym mechanizmem próbował krzyczeć, jego głos utykał w gardle, które wypełnione płynnym metalem zaczęło go palić. Poczuł ból w szczękach, jakby ktoś próbował wyrwać mu szczękę ze stawów. Podobnie zachowywały się inne kończyny, które wykrzywiały się w nowe życie. Stalowe łoże, na którym leżał, trzeszczało i podskakiwało w rytm konwulsji Mężczyzny. Łoże przymocowane do podłogi potężnymi kołkami zaczęło podskakiwać. Szarpiący się mężczyzna zmienił się w bestie, uwiązana uspokoiła się. Nieludzkie ciało opadło na skórzany materac. Oko bestii skanowało wnętrze pokoju, jego oddech stał się chrapliwi i zaczął kwilić jak uwiązany pies.




***




- K***A, K***A, K***A! - szeptała dziewczyna o białych włosach. Ukryta za rogiem kamienicy, nerwowo kończyła papierosa, czekała na pozwolenie z centrali Mjolnir.

Luu? Co Ty taka nerwowa? - Zapytał wielki mężczyzna.



- Nic. Mamy zielone światło. Jedziemy z tym, mam dość. - Wychyliła się zza rogu, zrobiła w powietrzu kółko, wskazała budynek. W tym samym momencie, w pobliskiej pół ciężarówce otworzyły się drzwi i wyskoczyło z niej kilku zamaskowanych mężczyzn. Ubrani w kamizelki, z kominiarkami na twarzach i uzbrojeni ludzie trójkami, jeden za drugim ruszyli w kierunku drzwi wejściowych. Bezszelestnie, krok za krokiem zbliżyli się do mieszkania Marii. Na znak jeden z zamaskowanych mężczyzn zamontował plastyk w kilku punkach drzwi.




- Alfa jeden, ładunki założone, na mój znak odcinamy prąd. - Szepną do rękawa saper. - za trzy, za dwie, na raz. Poszło! - Rozległ się huk, zgasły światła, a korytarz wypełnił dym.




- Dwójka wchodzicie, strzelać bez ostrzeżenia! - Usłyszeli w słuchawkach.




Ostrożnie ruszyli. Pierwszy żołnierz z jednostki uderzeniowej zajrzał i wszedł, dał znać, że droga wolna i kolejnych dwóch wsunęło się do środka. Ostrożnie przejrzeli pokoje i zameldowali.




- Czysto i pusto. Jakie rozkazy? - Odezwał się dowódca grupy AT.




- Czekajcie. - Usłyszał kobiecy głos.




- Oddajcie prąd.




***




Głowę miał wypełnioną wrzaskiem, chaosem i nieuporządkowanym potokiem myśli. Przedświadomość. Czuł, jak wiatr porusza jego futrem w lesie gdzieś, ale gdzie i kiedy. Resztkami normalności trzyma się tu i teraz. W głowie słyszy głos, który woła o jedzenie. - Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! - Gabriel próbuje panować nad pierwotną istotą, w której został uwięziony — Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! - wie, że jest tu i teraz, ale jak długo zdoła ujarzmić wilka. Usłyszał wybuch. Ściany zadrżały. Instynkt podpowiedział — Uciekaj! - W chwili, gdy usłyszał huk, więzy puściły i elektromagnetyczna smycz uwolniła bestię. Zrywając z siebie pęta, zawarczał cicho. Stojąc, w zamkniętym pokoju oddychał szybko, łapiąc powietrze i nasłuchiwał. Nagle usłyszał cichy klik i pancerne drzwi ukrytego pokoju zaczęły się odchylać.




- Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! - zawarczał.




***




Dowództwa Jedynki nerwowo chodził po pokoju. Podszedł do okna, gdzie pojawiła się kolejna ciężarówka Mjolnir. Odetchnął. Odwrócił się do drużyny, żeby powiedzieć o posiłkach, zobaczył, jak jeden ze szturmowców włącza odtwarzacz CD. Przewrócił oczami, chciał skomentować, ale odpuścił. Rozległa się mocna, heavymetalowa nuta, po kilku taktach jedna z szaf zaczęła się otwierać. Zanim zdążył zareagować, rozległ się potworny skowyt. Z ukrytego pomieszczenia wypadła furia.




- O Ku... - nie zdążył zareagować jeden z żołnierzy, gdy bestia chwyciła go w pół i cisnęła nim w drugiego, który przeładował broń i zaczął ją unosić. W kierunku wilka.




- Mamy kontakt. Jest większy, niż opisywaliście! - wykrzyczał dowódca, przeładowując broń.




W tym czasie Gabriel opadł kolejnego szturmowca, wgryzł się w gardło, a jednocześnie odepchnął od siebie. Bezwładne ciało. Dowódca wypalił serią w kierunku bestii.




***




Gabriel postanowił nie ograniczać potwora, którym się stał. Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso! Mięso!




Gdy poczuł metaliczny smak w ustach, całkowicie odpłynął. Poczuł nad uchem gorąco. Kule minęły go o kilka milimetrów, parząc uszy. Kątem oka zauważył jak w zwolnionym tempie lecące kule. Srebro. Wszystko spowolniło, znowu był poza czasem, obserwował, jak krew leje się po ścianach. Przez chwilę stał się tylko widzem jak w grach w trzeciej osobie. Stojący przy oknie szturmowiec wymierzył kolejną serię. Gabriel był już tak blisko, że ktoś nieobyty z bronią by trafił, a co dopiero wyszkolony żołnierz. Karabin wypluł z siebie serię srebrnych kul, które przeszyły ciało Wilka. Wielka bestia wpadła na żołnierza ostatkiem sił i wypadli przez okno z impetem wpadli na ścinę sąsiedniego budynku. Kilka pięter poniżej, jak czerwony pocisk ciało spadło na dach ciężarówki.




Przeszywający ból zmiótł resztki świadomości Gabriela. Nastała ciemność.




***




Z cichym jękiem obudziła się Maria. Leżała w jakiejś piwnicy, czuła swąd wilgoci.




- Gabriel... pomóż... - wyszeptała i zemdlała.

Komentarze