Lordi

Był koniec października, zachodzące słońce oświetlało kamienicę, w której mieszkała para studentów.
- Co broisz? - Aksamitny, dziewczęcy głos, przerwał ciszę. Kobieta nie usłyszawszy odpowiedzi podeszła do pochylonego, nad rozkręconą kamerą, chłopaka. Pomarańczowa lampka oświetlała biurko, przy którym siedział. Dziewczyna pochyliła się, za jego plecami i do ucha szepnęła:
- Buu
- aaa - chłopak podskoczył
- Mam Cię – wykrzyczała szeroko się uśmiechając.
- Bardzo śmieszne – krzyknął chłopak przegarniając kręconą blond czuprynę. Mało zawału nie dostałem.
- Co i jak? Kamerka będzie działać, mój Ty geniuszu?
- Kto z nas jest geniuszem, to już rozstrzygną inni, bo jak można utopić kamerę w stawie?
- No co kamerowałam kaczki i wyślizgnęła mi się. - Powiedziała dziewczyna i wytknęła język.
- Mówi się „filmowałam”, a nie „kamerowałam”, chociaż w Twoim wypadku, to kto wie.
Nie musisz być złośliwy! - krzyknęła
- Nie muszę, ale powinienem! - Odkrzyknął. - Nieważne, może będzie jeszcze działać, skoro na jutro potrzebujesz. Swoją drogą, kto filmuje spotkanie na Święto Zmarłych? Po co?
- Ciocia Wiesia ma 95 lat, Nie wiadomo czy na kolejny pierwszy listopada nie odwiedzimy jej ze zniczem. - Wysoka brunetka posmutniała.
- Masz szczęście, działa. - Z uśmiechem puścił oko, do dziewczyny.
- To ja idę, się ubrać, wypróbujemy sprzęt w parku, ale z dala od kaczek. - Roześmiała się i wyszła z pokoju.
Chłopak miał już wyłączyć kamerę, gdy na ekranie pojawiło się coś dziwnego. Przyłożył kamerę do oka i krzyknął. Odskoczył upuszczając kamerę na sofę. Dziewczyna usłyszawszy jego głos wpadła do pokoju.
- Co się stało? Zapytała.
- Nie wiem, zobacz w kamerę. - Dziewczyna wzięła małe czarne pudełko do rąk i spojrzała w mały ekranik. Spojrzała po pokoju.
- Ale czad! - Powiedziała widząc swój pokój w nieco innej formie, ściany w nim nie były pomalowane jak teraz, zamiast tego ze ścian odpryskiwała farba i zwisała całymi płatami, meble były połamane i nadpalane, a ze ścian zwisały wielkie pajęczyny. Podłoga obłożona grubą warstwą gruzu i śmieci, okna zasłonięte starymi gazetami wpuszczały migotliwe, pomarańczowe światło.
- Wow idziemy zobaczyć, jak na zewnątrz, przez nią widać?
- Nie! - Krzyknął, sparaliżowany strachem chłopak. Dziewczyna, nie spuszczając oka, z kamery:
- No jak chcesz! Ej, no kurcze, chyba po zabawie. Jakieś zakłócenia się robią, zaraz siądzie! - Skrzywiła się.
-Aaa! - Rozległ się krzyk chłopaka. Dziewczyna wbiegła do pokoju, jego nie było, zauważyła otwarte okno, wyjrzała, przez nie. Młody chłopak leżał dwa piętra niżej, na trawniku, wyciągając do góry ręce, chyba próbował coś krzyczeć.
- Już idę! Krzyknęła do niego i natychmiast wybiegła z domu. Gdy dotarła, na miejsce, chłopaka nie było, ale znalazła ślad gdzie upadł. Zaraz obok wgłębienie w ziemi, gdzieś się czołgał, widać wyraźny ślad ugniecionej trawy, ślad jednak kończył się przy ścianie budynku, dalej nic. Zerknęła na kamerę, którą miała w ręku, podniosła skierowała ją w miejsce, do którego prowadził ślad i oniemiała. Chwilę przyglądała się, zobaczyła w tym miejscu wielką wyrwę w ścianie, na ziemi znowu gruzy, całość oświetlało nieznane pulsujące, pomarańczowe światło. Spostrzegła też chłopaka, ale on się nie czołgał, ciągnęła go w dół jakaś postać, odziana w postrzępiony płaszcz.
- Zostaw go! Krzyknęła, postać nawet nie drgnęła, idąc swoją drogą. Nagle tuż przy wejściu zamajaczyła inna postać. Podeszła bliżej, dziewczyna oniemała, zaskoczona. Postać, która ją obserwowała podeszła bliżej, napotkała w pewnym momencie na opór, dziewczyna zerknęła zza kamery, realna ściana. Monstrum obserwowało dziewczynę uważnie, dotykała niewidzialnej przeszkody, jak upiorny mim. W pewnym momencie uderzyła pięścią, krzyknęła coś w nieznanym języku, widać był jej gniew i złość. Po chwili pojawiły się kolejne upiory, aż wejście szczelnie wypełniło się, pełnymi złości i gniewu groteskowymi postaciami, które pokrzykiwały coś patrząc na dziewczynę z kamerą.
- Coście za pokraki. - Wyszeptała, odpowiedziały jej obnażone, krzywe kły, poskręcanych maszkar. Ciągle obijające się o niewidzialną ścianę postacie zaczęły przepychać się między sobą, z dziką furią. Dziewczyna zobaczyła jak jeden z nich chwycił drugiego i rozbił mu głowę o taflę, oddzielającą ich od niej, dziewczyna podskoczyła. W pewnym momencie bezgłowa postać zaczęła się podnosić, a dziewczyna przerażona odskoczyła, upadając na parkan. Szybko spojrzała w kamerę i zauważyła jak niewidzialna przeszkoda, przestaje być ograniczona do powierzchni realnej ściany, powoli zaczyna się wyginać, a postacie przeciskają się jak przez przezroczystą smołę, sięgając w stronę dziewczyny. Dziewczyna krzycząc z przerażenia podniosła się i zaczęła biec. Odwróciła się jeszcze na chwilę, zerknęła sztucznym okiem na wyrwę, która już nie trzymała stworzeń w ryzach, a maszkarony zaczęły wylewać się, do rzeczywistości. Dziewczyna zaczęła biec, ile sił w nogach.
Ulica skryta w półmroku, budynki oświetlone mdłym światłem lamp sodowych, gdzieniegdzie migają neony, przygasając i rozświetlając ulice kolorową falą, czasami widać gwiazdy, migoczące na wieczornym niebie.
Nagły krzyk rozdzieraj cisze. Z oddali majaczy biegnąca postać odziana w biała koszulkę i niebieskie dżinsy z dziurami, słychać tupanie jej glanów, twarz wykrzywiona w grymasie przerażenia, w ręku trzyma kamerę. Nie słychać co woła, wszystko się zmienia w jednostajny krzyk. Najazd na twarz postaci, akcja zwalnia usta wykrzykują coś, tempo spowalnia już słychać co krzyczy.
-Oni tu są! - odwraca głowę, patrząc przez ramie, za nią nie ma nikogo, ona jednak biegnie, potyka się i upada robiąc kilka obrotów na bruku. Kamera wypada jej z rąk i z trzaskiem upada na ulice kawałek dalej. Postać wije się walcząc z niewidzialnym przeciwnikiem, w pewnym momencie podnosi się w jakiś nienaturalny sposób wpada na ścianę, miotając w dzikim amoku by po chwili unieść dwa metry w górę, zawisnąć tak i po chwili uderzyć o ziemie tracąc przytomność.
W oku kamery, która jej upadła pojawił się inny widok, niż ten w rzeczywistości. Uliczka skryta w cieniu lekko oświetlona lampami sodowymi wygląda tam inaczej, świat skryty w pożodze ognia, a gwiazdy wieczornego nieba skrywa czerwonawa poświata i zasnuta dymem płonącego miasta. W miejscu gdzie dziewczyna straciła przytomność pochyla się groteskowa istota, patrzy na nieruchome "ciało". Po chwili zjawiają się inne maszkary, każda inna, poskręcana, zniekształcona i nierealna. W pewnym momencie uwagę stworzeń coś przykuwa i odwraca swoje nieludzkie oblicze. Kamera. Jedna z nich lekko zgarbiona ciągnąc za sobą po ziemi strzępy płaszcza zaczęła człapać, coraz bliżej kamery im była bliżej powodowała większe zakłócenia obrazu by ostatecznie maszkaron, z nieziemskim skowytem, zmiażdżył kamerę. Wieczór był piękny, gwiazdy coraz to liczniej migotały w falach letniego powietrza, ulice miasta oświetlały lampy sodowe.
 
Bo ONI tu są, patrzą, obserwują i czają się w mroku. Karmią się naszym strachem, negatywnymi uczuciami. Nie ma ucieczki, bezpiecznego schronienia, raz wypuszczone zło, zostaje, karmiąc się nami, owocami naszych czynów i ich konsekwencjami. Jedyne czego się boją…
Nie, Oni niczego się nie boją, śmieją się w twarz postaciom z obrazów i świętych figur, to My je stworzyliśmy, a nie mamy już siły ich pokonać, ani odesłać tam skąd przybyli. Uśmiechając się powtarzają za nami, nasze modlitwy, poprawiają, gdy się pomylimy. Bo sami stwarzamy swoje piekło, swoje niebo i pustkę, w której toniemy. Poddać się? Nie! Oni na to tylko czekają, WALCZ, jest jeszcze nadzieja.

Komentarze

Popularne posty