Wolfran

Zrzucając z powierzchni dachu okruszki gruzu usiadł na jego krawędzi. Wyjął zasobnik z kawą. Zerknął na nadruk, który zdobił kubek termiczny, a jednocześnie otwierał wieczko pojemnika z trunkiem. Powietrze stało, mimo to okolice wypełnił zapach słodkiej kawy. Nadrukowana postać Zwierzaka, z Mupetów szczerzyła się do Aleksandra. Chłopak uśmiechnął się do kubka, wziął kolejny, spory łyk i znowu zerknął na kalkomanie. Z uśmiechem, szerokim jak postać z obrazka, znowu łyknął brązowej ambrozji. - Nie, to Ty wymiatasz! - szepnął, ponownie krzyżując wzrok z narysowaną na kubku postacią. Wieczór był ciepły, gzyms dawał miły chłód. Chłopak wiedział, że czasu ma mało. Zastanawiał się, gdzie, w którym momencie sprawy przybrały tak zły obrót. Układał jednocześnie, wersję dla policji. - Jestem niewinny, Panie Władzo — mówił do siebie, kręcąc głową — Ona już nie żyła, gdy ją spotkałem. - zaaplikował sobie face-palm. - Mam przesrane. - Popił kawy. Wpatrując się w połyskującą powierzchnię kubka, zaczął odpływać myślami o kilka tygodni wstecz. Był wieczór podobny do tego, było jednak chłodniej i miły wietrzyk owiewał jego roboczy strój. Tworzyły go wojskowe glany, czarne bojówki, koszulka tego samego koloru, na którą zakładał skórzaną kurtkę. Twarz mężczyzny skrywała bandana, a na głowie miał zaciągniętą, prawie na oczy, czapkę bejsbolówkę z napisem "Łowcy Przygód". Odziany w swoją "zbroję", dziękował niebu, za każdy podmuch wiatru. To miał być prosty skok. Szybkie wejście na dach, oczekiwanie na świt, fota z kubkiem i powrót. W myślach powtarzał plan, wyszedł z lasu i zobaczył, przedwojenny młyn wodny. Zapuszczony budynek z czerwonej cegły, ukryty w podmiejskim lasku patrzył na okolice pustymi oczodołami, wybitych okien. Zanim Aleks zbliżył się, do wejścia poszedł do miejsca, przy którym stał stary krzyż, symbol ofiar drugiej wielkiej wojny. Miejsce to stało się mogiłą rozstrzelanych właścicieli, którzy wierzyli, że wojna potrwa zaledwie kilka dni, dla nich właśnie tyle trwała. Aleks podszedł, złożył kwiaty i oddał im cześć. Po chwili zadumy, pośród brzozowych drzew, podszedł do furtki, która strzegła wejścia na posesję, była zamknięta na kłódkę. Spodziewał się tego, przerzucił plecak za ogrodzenie i jednym susem, sforsował barykadę. Bramka była tak przerdzewiała, że niemal wyczuł palcami jej rudy kolor. Zeskakując z ogrodzenia, stanął obiema stopami twardo na ziemi, odgłos plasknięcia rozniósł się echem po okolicy. Chłopak otrzepał ręce z resztek rdzy. Zrobił dwa kroki i zauważył żółto czerwoną tablicę, informowała ona o zakazie wejścia, zagrożeniu życia i - bla bla. - pomyślał. Tablica sama stanowiła zagrożenie, ledwo trzymała się na przerdzewiałym gwoździu, który płakał brunatnymi łzami na powierzchnię znaku, wszystko przybite do drewnianego stelaża, trawionego przez próchnicę, był w równie opłakanym stanie co tablica. Aleksander minął znak, uśmiechając się. Wiedział, że posesja jest chroniona, nie przez etatowego ochroniarza, z firmy CiecieX, ale co jakiś czas wpadał tu patrol. Starał się w takich przypadkach unikać latarek, a na noktowizję, niestety, nie było go stać. Powoli stawiał krok, za krokiem, teren był lekko podmokły, a okolica nieswojo ciemna, las szumiał, a co jakiś czas szeleścił złowieszczo gałęziami. Aleks poczuł, jak włosy mu dęba stają i ogarnia nieznany lęk, połączony z dreszczem emocji. Czuł się jak na pierwszej randce, jednocześnie przestraszony i pobudzony. Przyspieszył kroku. To był błąd. - Wolno i uważnie! - skarcił sam siebie półgłosem, gdy jego noga ugrzęzła po kolana w błocie. Wyjął ją z trzęsawiska, poczuł zapach zgnilizny. Zdjął wtedy plecak i wyjął z niego kilka nakrętek, do każdej z nich przywiązany był kawałek białego materiału. Aleks schował kilka do kieszeni, jedną chwycił i głaskał jej biały ogon i szukał kierunku, w którym chciał iść. Rzucił muterkę przed siebie i nasłuchując, śledził tor jej lotu, wytężając wzrok w ciemności. Rzutka spadła cicho. Uderzając, odbiła się, a chłopak minął błotne bajoro, w które przed chwilą wdepnął i doszedł do miejsca upadku nakrętki. Podniósł biały, wyraźny obiekt i rzucił, tym razem usłyszał plusk. Skrzywił się, bo był już blisko wejścia i obawiał się, że dojście do niego jest zalane. Wydobył z kieszeni drugą muterkę i ponownie rzucił. W kącikach ust pojawił się uśmiech, gdy usłyszał głuchy dźwięk, znaczący, że nakrętka spadła na suchą powierzchnię. Gdy znalazł się obok wejścia, zauważył kolejną tabliczkę ostrzegawczą. Zignorował ją jak poprzednią. Drzwi były wąskie, mimo to składały się z dwu skrzydeł. Napierał na wrota, co chwilę czuł, jak łuszcząca się farba, odskakując, próbowała dosięgnąć jego oczu. Dom bronił się jak mógł, jeśli to było jego celem. - Walcz, ile chcesz i tak się tam dostanę! - przecedził przez zęby, dodając sobie sił. Wtedy gruz, zawalający wejście puścił, na tyle, by Aleks mógł wejść. Rozejrzał się, nawet gdy oczy przywykły do ciemności, nie widział nic. Przymknął za sobą drzwi i złapał za latarkę. Pomieszczenie było puste, unosiła się tylko woń zgnilizny, butwiejącego drewna i swąd grzybów, tak lepki, że nieomal czuł w ustach smak pieczarek. Każdy jego krok, odbijał się echem, po pustych pomieszczeniach. Ostrożnie ważył każdy ruch. Pośród unoszącego się kurzu i gąszczu pajęczyn, znalazł schody, którymi zaczął wspinać się do góry. Za każdym razem badając stopnie, przyklejony do ściany, przesuwał się na kolejne piętro. Oświetlił pomieszczenie, jak poprzedni poziom, było prawie puste. Na podłodze leżało przerdzewiałe wiadro, a pod oknem stał stary, zakurzony fotel, którego czerwień była widoczna nawet w ciemności. Aleksander podszedł do okna, oświetlił siedzisko, fotel mimo warunków magazynowania, był w nadzwyczaj dobrym stanie, swoją czerwieniał zapraszał do tego, by usiąść. Chłopak zgasił latarkę i usiadł wygodne siedzenie, stara powierzchnia mebla otuliła go dziwną swojskością. Czekał, jak zawsze, do świtu, wejdzie wtedy na najwyższy punkt i zrobi zdjęcia. Siedział w ciszy dłuższą chwilę, zerknął na zegarek, pięć po trzeciej. Po plecach przeszedł mu dreszcz, w pokoju usłyszał odgłos kroków. Podskoczył i wycelował światło latarki w kierunku, skąd dochodziły odgłosy. Chwilę lustrował wnętrze pokoju, przypomniały mu się historie, o białej postaci, która jakoby nawiedza to miejsce. Pokój był pusty, zimny pot spłynął mu po plecach. Nagle zobaczył parę, świecących w półmroku oczu. Kot. Oświetlone zwierzę zbiegło, w panice, w dół schodów. - uff — Aleks westchnął i usiadł. - cykor! – dodał i roześmiał się. Przysunął fotel bliżej okna. Jeszcze chwile słyszał, jak kot zbiega ze schodów. Serce chłopaka zdążyło już się uspokoić, gdy usłyszał, nieomal tuż obok siebie głos. Jakby szepczący-kici, kici. - Aleks zerwał się na równe nogi, zlustrował latarką pokój. Pusto. Wtedy przyszła mu do głowy myśl. - Przysnąłem — uśmiechnął się do siebie. Zerknął na zegarek, trzecia trzydzieści, to go utwierdziło, że głos mu się przyśnił. Usłyszał za oknem odgłos podjeżdżającego samochodu, zgasił latarkę. Stanął tuż obok okna, zauważył patrol ochrony. Dwóch mężczyzn oświetlało dom. - Chcesz to wejdź i sprawdź! Ja żadnego światła nie widziałem, ale skoro Ty je zauważyłeś, to proszę "be my guest" oświetlę ci drogę, ale stąd. Ja się tam nie pcham! - Mówił jeden z mężczyzn, głos miał podniesiony, wyraźnie podirytowany. - Może masz rację, przewidziało mi się... - stwierdził drugi z mężczyzn, oświetlając okno, w którym stał Aleks. Nie zauważywszy nikogo pracownicy ochrony wsiedli do samochodu, chwile posiedzieli jeszcze w samochodzie i odjechali. Aleksander, w ostatnim pomruku światła, z reflektorów samochodu, zauważył coś. Postać. Chyba kobieca, oświetlona światłem księżyca, postać pobiegła w kierunku młyna. Chłopak przypomniał sobie jak "ktoś" nawoływał kota, może to nie był jednak sen. Przeszył go dreszcz, po chwili analityczny umysł wziął górę. - Bała się ochrony, więc to nie duch! - szepnął do siebie — Więc ten dom ma dzikich lokatorów. Zagadka białej damy rozwiązana, hahah. - roześmiał się po cichu. Wyjął aparat z plecaka i pobiegł w stronę schodów, oświetlając drogę latarką. Wskoczył w dół schodów z całą siłą, zapominając o zasadach pracy, w starych budynkach. Uświadomił go dopiero głośny krzyk łamiących się stopni schodów i otrzeźwiające uderzenie o podłogę piętro niżej. -Uff, cały jestem... - pomyślał, odwracając się na bok sięgał po latarkę, gdy podłoga zadrżała lekko i jedna jej część osunęła się niżej, wraz z chłopakiem. Aleks poczuł jak zsuwa się w stronę ciemnej piwnicy. Gdy jego podróż do wnętrza ziemi skończyła się, belki podłogi podskoczyły, a wraz z nimi Aleks. Gdy ponownie upadł, rozejrzał się w poszukiwaniu latarki. Jego oczy błądziły po omacki, w poszukiwaniu źródła światła, czuł jak cała podłoga wiruje, a wraz z nią świat. Zauważył wątłe światło, podczołgał się bliżej. Latarka oświetlała jego czapkę, która mu spadła podczas któregoś upadku. Zauważył kolejną inskrypcję wyszytą złotą nitką "Na sobie testujemy, każdą prawdę i mit". Roześmiał się. Podnosząc nakrycie głowy poczuł jak ziemia staję się dziwnie miękka, oświetlił powierzchnię pod nogami, była sucha, ale piasek zaczął się uciekać pod ścianą, jak by przez wielkie sito. Nagle cała podłoga runęła, jeszcze niżej. Spadał dłuższą chwilę. Pomyślał, że dalsze spadanie, to tylko sen, a on leży nieprzytomny, po upadku na schodach. Głośne lądowanie uświadomiło mu, że nie. Płachta podłogi, na której opadł trzasnęła o błotnistą powierzchnię. Spróchniałe deski zamortyzowały upadek. Chwile leżał przywalony resztkami podłogi, przez którą się przebił, zastanawiał się i nasłuchiwał. Gdy szum w uszach, spowodowany upadkiem ucichł, usłyszał lekki szmer, Ciche bicie bębnów, rytmiczna muzyka, pomyślał o piekle. Wygrzebał się spod drewnianych kawałków i podniósł głowę, wokół nie było ciemno. Całą jaskinię oświetlało pomarańczowe światło z wejścia do jakiegoś pomieszczenie, z którego dochodziły odgłosy muzyki. Chłopak podniósł się i podszedł do wejścia w kształcie łuku, nad którym, gotyckimi literami było wygrawerowane: " Co zostało pogrzebane, należy do Podziemia" obok napisu, szeroką wstęgą wokół portalu, wyrzeźbione były, dziwne stworzenia o ludzkich kształtach, demony, zwierzęta i węże. Aleksander drżąc z nadmiaru adrenaliny, pochylił się, by zajrzeć. Dotknął płaskorzeźb wokół wejścia, były wilgotne i miękkie, pokryte śluzem. Zaczął wycierać w spodnie oklejone ręce. Wszedł na próg. Zobaczył długi korytarz, prowadzący w dół, ściany jakby wykute w skale odbijał pomarańczowy blask z drugiego końca. Chłopak pochylił się, chcąc sprawdzić, czy widać wyjście. Po raz kolejny grunt odmówił współpracy. Ślizga powierzchnia posadzki, bez oporu, posłała go wzdłuż korytarza, Aleksander bezwiednie krzyknął i nim dojechał do końca tuneli, światła zgasły, a muzyka ucichła. W absolutnej ciemności uderzył o ścianę, a echo poniosło jego jęk, po ciemnym pomieszczeniu. Usłyszał ciche szmery, kroki, gdzie zaraz obok. Nagle ciszę rozdarł krzyk: - NIE NALEŻYSZ TU! – po chwili odezwały się głosy, które powtórzyły te słowa. Aleksander przytulił się plecami, do ściany, jej powierzchnia była ciepła i pulsowała. Wybijała rytm jak uderzenia serca. Chłopak nie zastanawiał się nad tym, uznał, że to jego serce tak wali. Wymacał w kieszeni zapałki, wyjął jedną i zapalił. Rozległ się dziki ryk, połączony z szalonym śmiechem i niecichnącym głosem "nie należysz tu". W mgnieniu oka ktoś zdmuchnął zapałkę. Aleks sięgnął po następną, w świetle rozpalanej zapałki zobaczył postać kobiety, jej twarz pokryta była geometrycznymi znamionami. Jej skóra była półprzeźroczysta, a zielone oczy skryte pod kosmykami ciemnych włosów. Dziewczyna natychmiast zdmuchnęła zapałkę, ale Aleks twarz widział jej jeszcze przez chwilę. Chwycił pudełko, żeby zapalić kolejną zapałkę, w tej samej chwili dziewczyna złapała go za rękę. Jej dłoń była ciepła, delikatna, pokryta znamionami, prawdopodobnie, takimi jak na twarzy. Aleksander próbował się wyrwać. Przytrzymała go mocniej i szepnęła: Chodź ze mną, jeśli chcesz żyć. - Jej głos był delikatny, ale pewny siebie. Nie rozluźniając uścisku, poprowadziła go w ciemność. Podniósł głowę, wnętrze jaskini spowijał półmrok. Przyzwyczajone do ciemności oczy wskazały mu drogę ucieczki. Wstał, kołysząc się. Usłyszał kroki. Te były ciężkie, widmo dziewczyny zniknęło, przeszło mu przez myśl, że istnieje tylko w jego głowie. Jak nieosiągalne wspomnienie. Nagle puściła jego dłoń. Wokół panowała ciemność. Ciężka głowa i utrata krwi utrudniły każdy krok. Czuł się, jakby stawiał pierwsze kroki. Oparł się o ścianę i niczym pijany, szurając plecami po powierzchni jaskini, ruszył wzdłuż korytarza. Powierzchnia była wilgotna i pokryta jakąś galaretowatą warstwą. Szedł korytarzem, jak najszybciej mógł. Wilgoć w powietrzu utrudniała oddychanie. Zawroty głowy nasiliły się. Nagle uciekł mu grunt spod nóg. Poczuł, jak ześlizguje się w ciemność. Nabrał sporej prędkości, gdy wpadł do jakiejś jamy. Dźwięk łamanych kości wypełnił wnętrze jaskini i otulił chłopaka do snu. -To znowu Ty. - usłyszał wesoły głos. Podniósł głowę i zobaczył średniego wzrostu szatynkę. - zostaniesz dłużej? - A gdzie... - Chciał zapytać, ale poczuł dziwny ucisk na ramieniu. Skrzywił się. - Oj. To boli? - zapytała, wskazując ramię, które zaczęło znikać w ścianie. - Pomóż mi. - wyszeptał, wyciągając w jej kierunku dłoń. Zanim zareagowała, zniknął całkowicie w białej ścianie. - Hmm. Chyba następnym razem znowu wrócę ruda. - wyszeptała do siebie Śmierć i pogładziła miejsce, gdzie zniknął mężczyzna. *** Jej oczy świeciły wesołym blaskiem, czerwone usta były tak blisko, że czuł jej oddech na szyi. Pachniała wiosennym deszczem i czymś metalicznym. Poczuł jej usta na swoich, ziemia jakby zakołysała się. Smakowała słodkim owocem, teraz poczuł metaliczny posmak. Całowała wolno, namiętnie i momentami tracił dech. Zawroty głowy, coraz silniejsze. - Chwilo trwaj – pomyślał. Podniosła głowę, spojrzała swoimi wielkimi, zielonymi oczami na mężczyznę. Jej rudawe włosy falowały na wietrze, w rytm jej oddechu. Biała lekka sukienka, nagle zaczęła zmieniać kolor. Biel zaczęła zmieniać się w czerwień. Jak bandaże, przez które przesącza się krew. Migotliwy blask jej oczu zaczął zanikać. - Musisz wstać. - wyszeptała, jej głos zagłuszył odgłos kapania. *** Kap, kap, kap — słyszał już tylko to, obraz dziewczyny zniknął. Czuł jeszcze smak jej pocałunku. Świat wirował. Otworzył oczy, wszystko wirowało, spojrzał na sufit, który wypełniony dziwną strukturą nieswojo falował, w pomieszczeniu było cicho, słychać było tylko lekki szum przeciągu. Ponownie doszedł do niego odgłos kapania. Próbował ruszyć się i zobaczyć skąd dobiega, ten upierdliwy dźwięk. Dziwna siła trzymała go w jednej pozycji. Spojrzał jeszcze raz na sufit, później pod nogi. Przez chwilę umysł odzyskał trzeźwość. Poczuł ucisk na kostkach, wychylił się, z trudem i zobaczył węzeł. Gruby sznur przymocowany był do jego nóg, a przytroczony do podłogi. Chwila, pomyślał, pęta były dziwnie napięte, jak struna. Odchylił głowę. Poczuł, lekkie kołysanie. Więc sufit jest podłogą — pomyślał. Powolne bujanie zakręciło mu w głowie, mała ilość światła, która do niego docierała, zaczęła powoli zanikać. Błogość, która zaczęła go ogarniać, łączyła z rzeczywistością tylko przez dźwięk. Kap, kap, kap. *** Jej różowe policzki, kontrastowały z bladą skórą. Swoją osobą rozświetliła ciemność. Chciał się odezwać, dotknąć, ale stała zbyt daleko. Gdy jego dłoń prawie muskała jej policzka, przymykała oczy i unosiła głowę. Wiatr owiewał jej sukienkę, falowała w rytm każdego powiewu. Nagle otworzyła oczy, odpychając jego dłoń, uderzyła w twarz. - Miało Cię tu nie być. - Ponownie wymierzyła mu policzek. Twarz mężczyzny zaczęła pulsować od uderzenia. Poczuł na szyi ucisk. Dłoń, która go trzymała, nie była tak delikatna, jak w wizji. Gruba zrogowaciała skóra i silny uścisk, na tyle mocny i pewny, że nie odciął przepływu krwi do mózgu, a jednocześnie uniemożliwił poruszenie głową. Mężczyzna, podwieszony pod sufitem, lekko uchylił powieki. Zobaczył przed sobą postać, która przyglądała mu się, oblizując i pomlaskując. Było zbyt ciemno by zobaczyć, kto lub co to. - Nie rusz go! - Nagle rozległ się głos, a pomieszczenie zalała fala światła. - Musi być świeży, przynajmniej do momentu przybycia Biorcy Życia. Wisielec mógł teraz przyjrzeć się bliżej oprawcom. Na wprost niego stał, wysoki, chudy człowiek. Ubrany w szare, brudne ubranie, które przypominało habit. Jego brudna twarz pokryta była zmianami skórnymi. Lewa strona twarzy, lekko spuchnięta z widoczną naroślą, które miało strukturę plastra miodu, ale zagłębienia były zaokrąglone. Twarz wydawała się przez to jakby pokryta otworami. - Będziemy cierpliwi. - wyszeptał mutant i przetarł ręką zakrwawioną twarz wisielca. Dłoń przyłożył do nosa i powąchał, przywracając oczami pod zamkniętymi powiekami. Nagle je otworzył i wtarł krew w policzek pokryty zmianami. Z otworów w narośli wychyliły się czarne wypustki i drżąc, falowały, smakując krew. - Cierpliwości bracie. - powiedział mutant i pogładził się po twarzy pokrytej naroślą. Wiszący mężczyzna z trudem utrzymywał zawartość żołądka. Cierpliwie lustrował pomieszczenie przez ledwo uchylone powieki. Dojrzał drugą postać, która trzymała kaganek zrobiony z kości jakiegoś małego zwierzęcia. Mutant także pokryty był zmianami skóry, które tworzyły garb. Zarastał plecy i szyję, a głowa praktycznie chowała się w nim. Spojrzał posępnie na wiszącego, uśmiechnął się, zarzucił na głowę kaptur i wyszedł. - Nie rusz go. - Rzucił przez ramię — idź szukać Śniadoskórej. - Światło migotało jeszcze chwilę, a pokraczny mężczyzna zniknął w jednym z korytarzy. Mutant, który pozostał, roześmiał się piskliwie i na pajęczych nogach, podskakując, opuścił pomieszczenie. Wisielec otworzył oczy, rozejrzał się po wnętrzu w poszukiwaniu wyjścia. Nagle usłyszał cichy szmer jakby kroki, stopy delikatnie muskające powierzchnię jaskini. - Uwaga. - Usłyszał szept, zanim zdarzył zareagować, zawalił się na podłogę, jak worek mięsa. Ponownie usłyszał cichutkie kroki, podbiegła do niego dziewczyna — Cały jesteś? - zapytała i chwyciła go za policzki. Nagły błysk rozjaśnia świat. Odwrócona dziewczyna milczała. Podniósł się i podszedł do niej. Chwycił ją za ramię. Miała skrzyżowanie ręce i dziwną minę. Chciał zapytać, co się stało, ale jej spuszczony wzrok skrywały ból i żal, który go onieśmielał. - Co się dzieje? - przecedził przez zęby ostatkiem sił. Dziewczyna zawiesiła głowę. - Już Cię nie widzę. - Spojrzała w kierunku chłopaka, jej oczy były czarne. - Aleksandrze uciekaj.

Komentarze

Popularne posty