13 piętro: piątek trzynastego
Przez chwilę w powietrzu znieruchomiały płatki białego śniegu. Świat i czas na chwile zamarł. Mężczyzna, który poślizgnął się na nieodśnieżonym chodniku, zawisł tuż nad ziemią. Śnieżka rzucona przez pryszczatego rudzielca zawisła tuż obok celu, jakim była roześmiana dziewczynka. Między chmurami przebijały promienie księżyca. Jedyny ruch. Zamazany błysk światła zstępował krok za krokiem po świetlistej ścieżce. Bose stopy Selene dotykały już zimnego bruku. Jej zwiewna i delikatna sukienka i rozwiane blond włosy opadły pod wpływem grawitacji, a razem z nią płatki śniegu zaczęły opadać.
Czas start.
Dzień pierwszy.
Zachichotała, gdy mężczyzna z głośnym bluzgiem upadł na ziemię.
Kobieta spojrzała na księżyc, pocałunkiem kącika oka pożegnała dom. Chwile zapatrzyła się na uliczna latarnię, wokół której tańczył delikatny puch z zimowej poduszki. Księżyc posmutniał i zasłonił okna kotarami chmur. Podskakując, nie czując zimna, poszła wzdłuż ulicy. Prowadził ją delikatny ślad, cieniutka srebrna nitka. Widoczna tylko dla niej. Pod jej delikatnymi stopami ziemia lekko drżała. Gaja uśmiechnęła się na myśl o spotkaniu.
***
Luu stała z dymiącym pistoletem. Oparta się tyłem odrzwi wypaliła drugi raz. Ochroniarz nie zmniejszył uścisku, w którym uwięził Stana. kule odbijały się od grubej skóry. Trzeci wystrzał odbitym rykoszetem oderwał kawałek skóry. Dziewczyna zauważyła kanciatą powierzchnię rany.
- Golem.- wyszeptała. - To golem! - krzyknęła do kolegi, jego oczy zaczęły zachodzić mgłą.
Stan chwycił się myślami ostatniej szansy. Wziął głęboki oddech, w jakim stopniu pozwalał mu potężny uścisk pół człowieka. Wyswobodził rękę. Golem zacisnął się jeszcze bardziej, uwolnione ramię wygięte w nienaturalny sposób zazgrzytało krzykiem wyrywanych ścięgien. Dłonią wymacał twarz dryblasa, próbował wbić mu palce w oczy, wyginał nos, aż palce dotarły do ust. Z całej siły wcisnął mu dłoń do wielkiej paszczy. Ochroniarz hrabiego zaciskał szczęki. Rękawice z usztywnianego materiału chroniły palce Stana. Agent wyczuł ciało obce. Pergamin. Dwoma palcami uchwycił go, chwile siłował się z językiem. Zawiniątko zatrzymało się na chwilę w zębach. Barczysty golem wyszczerzył się ze zwitkiem między jedynkami. Luu stwierdzając, że partner zaczął kontrolować sytuację odwróciła się do przytulonej pary. Wycelowała w skroń wilka.
Srebrna ścieżka, cienka i czasami zanikająca, jak strużka krwi prowadzi do miejsca, które miejscowi nazywali "Parkiem Sztywnych". Trwała tam rewitalizacja Olbrzymia bruzda wzdłuż parku czekała na zagospodarowanie, wywieziono z niej doczesne szczątki pochowanych w tym miejscu. Między drzewami błąkały sie promyczki światła. Dusze, które ukochały sobie to miejsce. srebrna nić prowadziła do drzewa, które stało na skraju wykopu, jego korzenie były odkryte, poszarpane przez koparki. Jego pokryte korą ramiona zawisły nad wykopem. Pomarańczowym sprayem nasmarowano krzyżyk. Jutro zostanie usunięte.
Czas start.
Dzień pierwszy.
Zachichotała, gdy mężczyzna z głośnym bluzgiem upadł na ziemię.
Kobieta spojrzała na księżyc, pocałunkiem kącika oka pożegnała dom. Chwile zapatrzyła się na uliczna latarnię, wokół której tańczył delikatny puch z zimowej poduszki. Księżyc posmutniał i zasłonił okna kotarami chmur. Podskakując, nie czując zimna, poszła wzdłuż ulicy. Prowadził ją delikatny ślad, cieniutka srebrna nitka. Widoczna tylko dla niej. Pod jej delikatnymi stopami ziemia lekko drżała. Gaja uśmiechnęła się na myśl o spotkaniu.
***
Luu stała z dymiącym pistoletem. Oparta się tyłem odrzwi wypaliła drugi raz. Ochroniarz nie zmniejszył uścisku, w którym uwięził Stana. kule odbijały się od grubej skóry. Trzeci wystrzał odbitym rykoszetem oderwał kawałek skóry. Dziewczyna zauważyła kanciatą powierzchnię rany.
- Golem.- wyszeptała. - To golem! - krzyknęła do kolegi, jego oczy zaczęły zachodzić mgłą.
Stan chwycił się myślami ostatniej szansy. Wziął głęboki oddech, w jakim stopniu pozwalał mu potężny uścisk pół człowieka. Wyswobodził rękę. Golem zacisnął się jeszcze bardziej, uwolnione ramię wygięte w nienaturalny sposób zazgrzytało krzykiem wyrywanych ścięgien. Dłonią wymacał twarz dryblasa, próbował wbić mu palce w oczy, wyginał nos, aż palce dotarły do ust. Z całej siły wcisnął mu dłoń do wielkiej paszczy. Ochroniarz hrabiego zaciskał szczęki. Rękawice z usztywnianego materiału chroniły palce Stana. Agent wyczuł ciało obce. Pergamin. Dwoma palcami uchwycił go, chwile siłował się z językiem. Zawiniątko zatrzymało się na chwilę w zębach. Barczysty golem wyszczerzył się ze zwitkiem między jedynkami. Luu stwierdzając, że partner zaczął kontrolować sytuację odwróciła się do przytulonej pary. Wycelowała w skroń wilka.
- Giń bestio - wyszeptała przez zęby. Przyłożyła pistolet do jego skroni. Powoli palec przesunął sie po linii spustu, sprężyny pistoletu za stękały z radości. Srebrna kula zachichotała ze szczęścia gdy rozległ sie wibrujacy krzyk.
Mała, pokryta krzyżykami dziewczynka w spazmatycznym wrzasku sparaliżowała wszystkich. Gliniane naczynie człowieka zadrżał. Puścił Stana i złapał się za głowę zatykając uszy. Luu zmieniła cel. wystrzeliła prosto w zęby giganta. Jedynki posypały sie w proch, a papirus opadł na podłogę. Stan opadł tuż obok chwycił zawiniątko, przetoczył się pod ścianę. wyjął z kieszeni zapalniczkę benzynową. Nerwowo próbował odpalić. Dziewczynka zamilkłą. Golem upadł na kolana. Zakołysał się i podniósł wzrok. Zauważył blondynkę, jej pistolet jeszcze dymił. Wstał na równe nogi, jego twarz zmienił się w grymas psychopatycznego mordercy. Zęby, uszkodzone jeszcze chwile temu znowu były białe. Luu, w kanonadzie kul, wyskoczyła z ciasnego pokoju. Celowała w kolana potwora. Spowalniało to potwora tylko na chwilę. - Stan? - krzyknęła. W tym samym momencie papirus ze słowem "Emeth", jak tylko spłonęła pierwsza litera, tak golem stracił życie. - Nie spieszyłeś się. - dodała Luu ścierając z twarzy lepka glinę. W tym samym momencie zauważyli dziewczynkę, która z posępną miną zamyka drzwi do swojego pokoju. Rozległ sie trzask drzwi. Luu zerwała się na równe nogi. - Wilki! - krzyknęła. Wskoczyła do pokoju. Był pusty. Podbiegła do otwartego okna, za którym noc otulała świat posypka śnieżnego cukru pudru.
***
Srebrna ścieżka, cienka i czasami zanikająca, jak strużka krwi prowadzi do miejsca, które miejscowi nazywali "Parkiem Sztywnych". Trwała tam rewitalizacja Olbrzymia bruzda wzdłuż parku czekała na zagospodarowanie, wywieziono z niej doczesne szczątki pochowanych w tym miejscu. Między drzewami błąkały sie promyczki światła. Dusze, które ukochały sobie to miejsce. srebrna nić prowadziła do drzewa, które stało na skraju wykopu, jego korzenie były odkryte, poszarpane przez koparki. Jego pokryte korą ramiona zawisły nad wykopem. Pomarańczowym sprayem nasmarowano krzyżyk. Jutro zostanie usunięte.
Selene zatrzymała się przy nim. obejrzała drzewo zerknęła do wykopu. Coraz słabsza niteczka łączyła się z jednym z korzeni. - Opowiem Ci historię.
Były czasy gdy byliśmy tylko MY. Ludzkie szczury chowały sie po lasach, jaskiniach i po wszelakich dziurach. O wszystkim zanim mrok dał oręż ludziom.
Gaja tworzyła wtedy wszelkie stwory, góry rodziły się z myśli, chciały sięgnąć nieba. Smoki czesały warkocze chmur, a olbrzymy karmiły rzeki. Po lasach biegały święte jelenie, a sam Hern doglądał ze swoimi synami las. Istoty lasu chodziły dumnie po jego ścieżkach. Wszystko to zanim ludzie podnieśli głowy i zrobili to. Wskazała dłonią wykop, który odkrył korzenie drzewa.
***
Ruda tuląca wilka poczuła chłód. Otworzyła oczy. Okolicę otulała mgła. Dziewczyna poczuła pod stopami wilgotne rośliny. Jej nozdrza wypełnił zapach wrzosów. Położyła na miękkiej powierzchni ziemi Roberta, który jeszcze spał. Uniosła się ponad pajęczynę mgły. Zauważyła postać, ciało istoty delikatnie pulsowało światłem. Maria podbiegła, szukając odpowiedzi. To była dziewczynka. Krzyżyki na jej ciele migotały teraz swoim światłem tak jak jej oczy. - Idzie wielka wojna. - wyszeptała. Starałam się ją powstrzymać. Pani księżyca zstąpiła a ziemię. Obudzi stare duchy. Zagoni ludzi z powrotem w mrok. Musisz wybrać stronę. Jesteście trzecią siłą. Znajdź sojuszników, przeczekaj lub walcz. Selene zmusi Was, jesteście jej dziećmi. Znajdź sposób. Świta. Powodzenia - Dziewczynka rzucała hasłami jak zaprogramowana. Nagle zamilkła i opadła na ziemię jak podcięty kwiat. Wilczyca chciała ją złapać, ale w jej rękach znalazł się tylko strzęp koszulki. Dziewczynka zniknęła. Maria obejrzała się na Roberta. Jego policzki pokryła różowa poświata wschodzącego słońca. Maria rozejrzała się po okolicy. - Gdzie jesteśmy? - wyszeptała. - I kiedy? - dodała.
***
- To ludzie są winni temu. To oni! A Ty? Gdzie twe córy? Gdzie One, gdzie tańczą w świetle gwiazd? - Podeszła bliżej pięścią przebiła powierzchnię drzewa i wyrwała z wnętrza pulsujące srebrne serce, bijące serce przedwiecznego schowała w szkatułce. - Sama je znajdę. Królu olch. - Śpij już.
Komentarze
Prześlij komentarz