Potwory, anioły i ptaki

"...uciekaj to nie gra na dzisiaj
Mówię to szeptem no a jakbym krzyczał
Kiedy nie masz nic do ukrycia
Yennefer nikt nie powoła do życia
Nikt nie próbuje dzisiaj tego odkręcać"
Kartky


            Okruch kosmosu z ostatnim świadomym oddechem, z krzykiem, który ugrzązł w gardle opuszczał jej ciało, a w ramach bagażu zabrał smutek, ból, miłość, szczęście, plany na przyszłość, niewypowiedziane słowa, gesty. Niesiona ostatnim tchnieniem istota zerknęła jak ciało, które zamieszkiwało opada w ciszy na katafalk ciepłej, wiosennej ziemi. 
Napastnik przepędzony.
Szum i okrzyki.
Tamowanie krwi.
Niebieskie światła.
Cisza i mała niewidzialna istotka, która zawisła z liścia pobliskiej wierzby. W lekko migoczących półprzeźroczystych rączkach trzymała małe światełko, które pulsowało z każdym uderzeniem serca. Coraz wolniej, czasem rozbłyskało w rytm akcji resuscytacyjnej. Jej eteryczne serduszko pulsowało razem z ognikiem w dłoni. Przytulając je do piersi zaczęła nieporadnie wspinać się na liść, który delikatnie falował utrudniając wspinaczkę, a ta i tak była trudna z uwagi na pakunek przyciskany przy ciele. Gdy to się już udało przeszło jej przez myśl, że musi zejść na dół, oddać cenne światełko, spojrzała na migoczący zawiniątko, które wirowało nitkami wspomnień.
- ludzie są tak bardzo przywiązani do swojej cielesności - pomyślała.
 Gdy o tym pomyślała pokaleczone delikatne ciało zostało podłączone do aparatury i drzwi karetki zamknęły się, a pojazd ruszył. Istotka podskakiwała i tupała małymi stópkami. nagle poczuła na sobie wzrok. Kruk, który przyglądał się zdarzeniu poniżej zauważył też ja i przyglądał się raz jednym, raz drugim okiem. Jak na robaka, który wyszedł z ziemi. 
- sio, sio. - wyszeptała istotka i poruszała rączkami, żeby odgonić ptaka, a ten tylko odskoczył i nadal się przyglądał. - albo nie, czekaj. Pomożesz mi trochę. - Uśmiechnęła się pod nosem, a jej oczka zaiskrzyły na złoto. Eteryczny byt wziął głęboki oddech i biegnąc w stronę zdziwionego kruka pomyślała, że - to jedno z głupszych moich pomysłów. - i rozpędzony wbiegł w pierś kruka, ten odskoczył i zakrakał rzewnie. Oszołomiony zsunął się z drzewa i zaczął pikować w dół. Wpadł z delikatnym szeptem liści w krzaki. Łapczywie chwytając powietrze wreszcie odzyskał przytomność. otrzepując się z kurzu, wśród szumu liści, oświetlany migotliwie przedzierającymi się pierwszymi promieniami słońca. Istota schowana w ciele kruka przeklęła. - Kraaaa. - rozległ się głos ptaszyska - No to popłynąłem. - pomyślała - uwięziłem się w ciele śmiertelnej istoty, która niewiele może. 
            Ciągle się wzdrygając, jakby strzepując resztkę kurzu czarny ptak wychylił się spod krzaku cisu. Zerknął na ziemię, gdzie ostatnio widział swoją nosicielkę. Zobaczył tylko ślady krwi, strzępy odzienia, ślady ratowników i zero pomysłu gdzie ja zabrali. Wyszedł na skraj murka odgradzającego park od dróżki. Rozprostował skrzydła, lekko dygnął wyskakując do lotu. Jednak się nie uniósł, upadł poniżej wpadając w ślady. Poczuł jej eteryczną woń. Barwę zapachu jej istnienia, jej krwi mąciła woń strachu, łez i bólu. Zakrakał z bezsilności jeszcze raz. Rozpostarł skrzydła, z całych sił odbił się skrzydłami od ziemi i uniósł. Podmuch odlatującej istoty uniósł kurz, strzępek bandaża i kruczoczarny kosmyk włosów, który zatańczył ostatni raz i jak opadł bezwładnie jak kilka godzin wcześnie ciało właścicielki. Ptak wzniósł się tak wysoko, że prawie stracił oddech. Rozejrzał się i zauważył niebieskie światło, w którego kierunku poleciał. - Szpital - pomyślał. Szukał okno, po oknie, parapet, po parapecie, ze kolców na gołębie, po kolce. Nie zastanawiał się czy któreś ostrze nie przebije mu serca, ostatecznie kończąc wieczną istotę. Trwało to dni i noce, kilka, może kilkanaście, aż w jednym z okien zobaczył. Przykrytą po piersi, nieruchomą chudą postać, oczy miała zasłonięte kolorową chustka, przy łóżku ktoś siedziała.
Matka. 
            Istota w kruku dość długo współistniała z Jen, rozpoznawała jej domowników. Serce ptaka zadrżało, istotka w jego ciele nie wiedziała czy sama zatęskniła, a może zadygotał okruch, który chciała oddać towarzyszki. Starsza kobieta cały czas czesała włosy dziewczyny, która nieprzytomnie słuchała jak płacze, jak czyni jej wyrzuty, że tak daleko się wyprowadziła, że pracowała do późna. Czasem śpiewała. Piosenki z dzieciństwa Jen. Czasem milczała, gdy w pokoju szpitala pojawiał się ojciec, wtedy było cicho, siadał przy łóżku chwytał dziecko za rękę i w myślach przeklinał świat. Wtedy wstawał, chwytał żonę za ramię. - wracasz, ze mną? - pytał. - odpowiedź zawsze była taka sama. - zostanę jeszcze przy niej. - Mężczyzna wtedy wstawał, podchodził do okna wyglądał na miasto, ignorował kruka, a z oczu płynęły łzy jak grochy, wtedy wychodził. Okna zawsze były szczelnie zamknięte, to kruk nie mógł się dostać do środka. Oblatywał kilka razy dziennie budynek. Raz udało się dostać w innym skrzydle budynku. Niestety wszystkie drzwi są pozamykane i po długiej nierównej walce z drzwiami, pielęgniarzami i szmatami na miotłach wyleciał z budynku. Zerknął później jak obsługa dezynfekuję pomieszczenia przeklinając na czarne ptaszysko. - ja tu niosłem życie. Halo, jesteśmy po jednej stronie - krzyczał, co ułatwiłoby sprawę, gdyby do ich uszu dotarło cos więcej niż "kraaaa". Tak minęło kilka kolejnych dni, aż do tamtego dnia. Gdy mama Jen z krzykiem wypadła z sali wołając pomocy. 
Akacja reanimacyjna trwała długo, aż lekarz stwierdził śmierć. Gdy ordynator wyszedł do przerażonej kobiety w ramionach trzymał ją już mąż. Szpital na chwilę zamarł gdy z piersi kobiety wydarł się krzyk rozpaczy.
Zemdlała. Kruk zapłakał, zapłakał też ojciec.
            Lipcowe słońce rozpieszczało policzki zgromadzonych wokół ludzi, delikatny wietrzyk otulał zgromadzonych, mimo pełni lata nie było gorąco, sielską polanę pośród parku zapełnili ludzie w czerni. Otoczeni murem z czerwonej cegły, a pośród zapachu lipy, brzęczących pszczół siedział kruk. Jeden z niezapowiedzianych gości. Jeden bo tuz obok siedział, wesoło machając nogami inny gość. Demon żalu. Zerknął na zaskoczonego kruka, uśmiechnął się dobrotliwie i mrużąc oczy szepnął.  hej.
Kruk od krakał. 

                Demon żalu sycił się oparami, które powstawały wśród ludzi poniżej. - Lubię pogrzeby, a ty? - szepnął. Zniecierpliwiony brakiem odpowiedzi urwał kwiatek lipy, zmiażdżył w dłoniach, napluł, sięgnął po grzyba rosnącego na korze, wyjął cos też z kieszeni, roztarł, przybliżył do ust i zanucił 

"Mocno trzymaj moją dłoń,
prawdziwym stanę się,
nie odchodź już"
odchylił się w stronę ptaszyska i podał mu, ten zjadł, to co dostał, przez chwile miotał się i charczał, aż... - co Ty tu robisz? możecie wchodzić na poświęcona ziemie? 
- masz dużo pytań jak na ptaszysko - zaśmiał się Żal. - Lubię te miejsca, cmentarzyska, dużo tu bólu i żalu, tyle co mi wystarczy, a to ze świętą ziemią, to bardzo stara umowa, zerwana, jak zaczęli plądrować nasze święte gaje, mordować Druidów i topić nasze wiedźmy, ale cos powinieneś o tym wiedzieć. Wyczuwam, że nie jesteś zwykłą istotą, masz w  sobie cos jeszcze.
- nie wiem, niewielu nas, właściwie mam wrażenie, że jestem ostatni. Ukrywamy się w żywych. - szepnął -  od czasu czystek, chrztu tych ziem, jak zapłonęły lasy i zalała je rzeka krwi. 
- Rozumiem. - przerwał odgrywając obrazy z tamtych dni.- Co tu robisz?
- Tam chowają mój ostatni dom. - wskazał dziobem miejsce pochówku. Tłum poniżej falował żalem, słup fioletowej poświaty, która karmił się Al. - widzę wspomnienia kruka, widział, jak ten potwór szedł za nią, jak ptaszysko próbowało ostrzec dziewczynę. Jak z przerażeniem zobaczył, że napastnik oślepia Jen. - z oczu kruka poleciały łzy. - jaki demon podpowiedział mu coś takiego? 
- Demon? - zaskoczony spojrzał na kruka - Ty myślisz, że to my? Albo jakieś diabły, szpunty czy inne czary? Nie mój bracie. My nie mamy takiej mocy, mógłbyś szeptać do ucha człowieka, co tylko chcesz, a on i tak zrobi jak uważa. Zło. To pojęcie, które sami wymyślili, żeby tłumaczyć swoje uczynki. Potwory, te ludzkie, to ich wybór. Sami tacy są, nie potrzebują nas do bycia takimi. To ich zło nie ma naszego imienia, nie ma swojego śladu, nie ma nacji, nie ma płci , a i w tym duszy brak. Oni tacy są. Fizyczni i słabi na każdej płaszczyźnie. Kiedyś uknuli sobie taki koncept, że będą winić Szatana, czy inne byty. Czasami sobie żartujemy, że to nasz jedyny palt, który respektują obie strony. My nie tykamy ich woli, a oni nas winią za jej brak.
- to ma sens, nie raz próbowałem jej coś wybić z głowy, a ona z radością dziecka robiła na przekór. 
- no właśnie. Sami są potworami w ich mniemaniu. My dzieci cienia przyjmujemy winę bez słowa. Po co tu jesteś tak właściwie? pożegnać się?
- Żadne ulotne słowa nie będą dobre na "dowiedzenia "... - pochylił czarny łepek. - miałem coś jej. Okruch życia, którego się chwyciłem jak wypadłem z jej aury. Nie zdążyłem oddać, dlatego Ona tu jest. - dodał i przykucnął zwieszając skrzydła wzdłuż ciałka.
- Widzę go. - Powiedział Żal mrużąc oczy, - Tle, że to za mało, żeby została po tej stronie. Przykro mi bracie.
- Co ma z nim zrobić? Dusi mnie czuje jej wspomnienia, moment gdy płakała rodząc się i jak płakała w ostatnich chwilach. Zabierz go proszę. Wyrwij ze mnie ten ból. - Położył łepek na gałęzi i wyszeptał cichutko. - Proszę...
- Mogę zabrać iskrę. - pogłaskał kruka, i delikatnym ruchem chwycił na palec iskrę. -  Nie wiem co się wydarzy dalej. Pamiętaj, to nie Twoja wina. - Ptak wzdrygnął się gdy eteryczna dłoń przenikała jego ciało. 
Żal trzymał na koniuszku palca iskierkę, dygotała i jednocześnie delikatnie podskakiwała. Przyglądał się z bliska jakby szukał dziurki w oczku igły, mrużył oczy. - to mało dla ludzkiej istoty, ale w sam raz dla polnego licha, czy Kołbuka to aż za dużo. - szepnął i zza pazuchy wyjął truchło kotka. 
- co Ty robisz? - zapytał Kruk i skrzywił się na widok padliny. Zwisająca z kota skóra zaczęła pulsować, mięśnie nabierać kształtów, a oczy odzyskały kolor i błysk. Delikatnie zamruczał. 
- Kot Schrödingera jednak żyje. - zaśmiał się Żal. Wykonał magiczny ruch i pacnął palcem w nos kota, ten zachrząkał i się odezwał. 
- Kto mnie obudził? - odezwał się niskim, głębokim głosem, aż kruk odskoczył. 
- Czemu ona ma taki głos? 
- Wiesz drogi ptasi bracie. - odezwał się Al. - opowiadałem ci o ludzkich potworach, a my możemy tworzyć nowe istoty z naszych wspomnień. Ten głos, to głos Macieja Zębatego. Przygarnął mnie kiedyś, nieświadomie, chłopiec. Żył w domu gdzie nie było radości, a żal i posłuszeństwo wymuszane była pasem i karaniem. Jedyne chwilę, gdy widziałem na jego ustach uśmiech, to przy jakimś polskim serialu, tam był kot, co spełniał życzenia. Teraz ja mam takiego kota, tyle, że nie jest z tamtych lat i nie spełnia życzeń, ani nie podkłada go Pan Maciej. Sam tak gada. - Może dam mu na imię Radzio. Od Rademenesa. 
- Mam już swoje imię. - odezwał się kot mrucząc i wtulając w skrzydlatą istotę. 
- Tyle, że ja jeszcze czuje ból i żal. - wyszeptał ptak.
- Hmmm - zafrasował się Żal - Bo może to nie jej uczucia, a Twoje. 
- To mam teraz zrobić? - podniósł się ostrożnie, a delikatnie odpychając od siebie kocisko. - ja mam jej wspomnienia, kot okruch życia, a tam w skrzyni jej cielesność. 
- Czego oczekujesz? Mam dać Ci cel w życiu? 
- Choćby. Myślałem, że zabierzesz ten ból.
- Kota nie oddam, idzie ze mną, a cel? - pochylił się nad ptakiem. - jest tam - wskazał bielący się punkt na skraju cmentarnego parku. W lekkiej sukience, z unoszącymi się czarnymi włosami, które targał wiatr, w przepasce na oczy. Stała ona, jej bladolicy duch szukał sprawiedliwości. - Bo póki ją pamiętasz, ona tu jest. W Tobie i w nich. - dodał wskazując tłum na pogrzebie. 
Kruk wstał, rozwinął skrzydła i wzleciał usiadł jej na ramieniu, schował się w burzy czarnych włosów.
-- Farewell Krucza Istoto. - wyszeptał, wziął kota w garść, schował za poły płaszcza. - a Tobie nowe imię sami wymyślimy. i wyrecytował patrząc w dal:

"Niech to będzie pożegnanie – krzyknę – ptaku czy szatanie!
Precz na burzę, na plutońskie brzegi czarnych nocy mórz!
Niech mi żadne czarne pióro nie przypomni, jak ponuro
Mroczysz wszystko kłamstwa chmurą! Ruszże się z popiersia, rusz!
Wyjmij dziób z mojego serca – i rusz się z nade drzwi, rusz!"
Kruk mi odrzekł:
"Nigdy już!" 


Komentarze

Popularne posty