Anioły, Demony i Syreny
"Ja nazywam się samotność,
zaśpiewaj ze mną,
jakbyś była drugą zwrotką"
- Chodź, nie mam całego życia, zestarzeje się zanim dotrzemy do celu. - Marudziła Syrena.
- daj napawać się wschodem słońca, zapachem opadającej mgły i dźwiękami budzącego się dnia. - wyszeptała Yokai.
- a gołe dupsko Ci nie marznie?
- a więc to jest to uczucie, powodujące drżenie mięśni? myślałam, że to rozkosz. - odpowiedziała Alex z delikatną nutą goryczy. Przechodząc obok zmiennokształtnej Urszula klepnęła ją w pośladek, który sprężyście zadrżał, a nowonarodzona podskoczyła wspinając się na palce.
- no niestety, ale może później Cię jakoś uświadomię. - odpowiedziała Syrena przygryzając wargę z jednej strony, a unosząc w geście uśmiechu drugi kącik ust.
Ruszyły wolnym krokiem w stronę miasta, a kamienna metropolia w bólach budziło się do żywych. Naga istota drżała coraz bardziej, powietrze wczesnej wiosny ścinało krew w żyłach, usztywniało mięśnie. - idziesz jak postacie z nocy żywych trupów. - zaśmiała się syrena, a jednocześnie podziwiała lekko sinawą skórę dziewczyny, która skrzyżowała na piersiach ręce, a jednocześnie chroniąc palce pod zmarzniętymi pachami i tak uroczo, ku uciesze Urszuli wypychała piersi ku górze. - musimy znaleźć Ci jakieś ubrania. Bo mimo radochy, którą mi sprawiasz trzęsąc się jak osika, to jest mi Cię żal. Zdążyły wejść do miasta, gdy nagle usłyszała jak po ulicy potoczyła się butelka, a gdy przy końcu robiła się z cichym dźwiękiem zobaczyła grupkę mężczyzn. Zastygła licząc, że jej nie zauważą. Jej blade ciało jednak z daleka świeciła bielą skóry.
- Patrzcie co tam za zjawisko. - pokazał palcem jeden z trzech mężczyzn. Zaczęli iść w stronę kobiet. - ta noc kończy się smacznym deserem. - krzyknął kolejny. Grupka otoczyła podróżniczki. - Ja wiem kim one są. - wycharczał kolejny.
- suczkami do schrupania... - przerwał jedne z napastników.
- Morda psie. Hrabia stracił swoją kolekcję. Myślisz, że gołe piczki od tak po nocach biegają? - Usłyszały dziewczyny, gdy Yokai usłyszał głuchy dźwięk. Urszula upadała od ciosu w głowę, pochyliła się, żeby ją złapać też poczuła przytłaczający ból, zanim świat zmienił się w różową plamę usłyszała, że chcą je na okup. Świat zniknął, zatęskniła za bezcielesnością.
Tańczące światełka otoczyły jej ciało, czuła mrowienie w nadgarstkach i zimną woń stęchlizny. Budziła się, wszystko jeszcze wirowało. Powoli otworzyła oczy. Zauważyła leżącą obok Urszulę, jej ogon zwinięty w kształt sukni leżał bezwładnie ledwo okrywając jej ciało. delikatna para z jej ust i nerwowo podskakująca klatka piersiowa świadczyła, że żyje. Yokai wspierając się na związanych dłoniach. usłyszała napastników w drugim pomieszczeniu. Piwnice oświetlały czarne i czerwone świece, ściany wysmarowane w odwrócone krzyże i pentagramy. Wszystko wskazywało na sekciarską norę. Bez wysiłku rozerwała więzy, złapała zatęchły koc, którym była przykryta i okryła syrenę. Powoli podeszła do drzwi, bez trudu wyrwała je z zawiasów odpychając je od siebie, jak odpycha się niechcianą część życia. wkroczyła do sąsiedniego pokoju, gdzie mężczyźni odprawiali jakieś swoje modły. Usłyszała kilka szatańskich imion.
- Opowiem wam historyjkę. - wycharczała. Mężczyźni zauważyli ją dopiero. Jeden dobiegł do niej, Aleks, podobnie jak drzwi, odepchnęła chłopaka bez wysiłku, mężczyzna prawie nie dotykając podłogi poszybował na krzesło, które odchyliło się do tyłu, ale nie upadła. Żaden z pozostałych nie odważył się ruszyć. Naga istota pewnym krokiem podeszła do ofiarnego stołu, wskoczyła nań i usiadła po turecku na środku i kontynuowała - Był kiedyś anioł. Jeden z wielu, wydawało mu się, że jest ulubieńcem Boga, a właściwie chciał się nim stać. Ciągle walczył, o względy Ojca. - Yokai opowiadając, co jakiś czas przewracała świecę z wierzchołków pentagramu. - "Patrz tato stworzyłem te pokaraki", dla Ciebie, tak powstały te, które nazywamy dinozaurami. Ojciec się wkurzył wysłał wielki meteor, który zniszczył dzieło Anioła, który zapłakał pierwszy raz, jego łzy powołały do życia półboskie istoty, których też Bóg unicestwił. Zmęczony skrzydlaty syn, po którejś kłótni, a może po stworzeniu Adama i Ewy został zrzucony na ziemie. Poprzysiągł zemstę, ale jak mścić się na nieczułym nieśmiertelnym, ponadczasowym bytem? Zapłakał kolejny raz, z jego łez zrodziły się istoty, ale tych Bóg nie mógł wytępić. Chowały się w jego dziele. Zatruwały dusze ludzkie. Musiałby bezpośrednio zjawić się w naszym wymiarze. - pochyliła głowę, włosy zsunęły się na twarz, a ręce rozłożyła szeroko, w gest ukrzyżowania - No to zszedł. Żyw. To był moment, na który czekał Upadły Anioł, który od tysięcy lat mieszkał wśród ludzi, nie próżnował tworząc z niezliczonymi niewiastami setki tysięcy pół metafizycznych istot. Pradawni. Zdziadziały anioł wstał z katafalku, z własnego żebra zrobił jedyną broń, która mogłaby zabić Boga. "Eli Eli, lama 'azavtani" Krzyknął gdy przebijał skórę Ojca. Zapłakał. i zanim ostatnie słone krople upadły na powierzchnie pustynnej Góry Czaszek, świat spowiła ciemność, Anioł przestał nieść światło. Rozpostarł skrzydła i zmienił się w pył, który opadł na całej planecie, wszystkich wymiarach, gdziekolwiek opadło czarne skrzydło pojawia się żal, a z ostatniej łzy powstał bezkształtny byt, czarna mgła, kogokolwiek okryje, a właściwie przytłoczy, daje mu nienazwany żal. Depresje. - Alex pochyliła głowę zacisnęła usta na znak, że to koniec historii. - Może to tylko opowiastka, która opowiadamy sobie wśród pradawnych, jakich wiele, też szukamy swojego sensu. Może Bóg żyje, wasz diabeł czeka, na wasze żałosne mamrotanie, a może przysłał mnie, żebym wyssała wasze karki i pożarła dusze. - zacharczała i jej oczy zmieniły się w czarną plamę, wystawiła zęby ostre jak brzytwa. Mężczyźni osiwieli w kilka sekund, a gdy nie zaatakowała wybiegli z piwnicy w panice. Yokai zachichotała.
- co ty za bajki im wcisnęłaś.
- Deus est astronaut. - uśmiechnęła się. - Oz jest na po drugiej stronie żółtej dróżki, a ja grałam na czas, bo widziałam jak słodko spisz. - dodała puszczając oczko. Troszkę się rozgrzałam i nawróciłam kilku typów, ale wolałabym się ubrać.
- Możliwe, że te blade cycki przyciągają kłopoty. Skąd ty się urwałaś. Wyszły z paskudnej piwnicy, zaczęło zmierzchać.
Nieopodal zauważyły butik z ubraniami drugiej młodości "Lux Dress". Przyłożyły nosy do witryny, która zaparowała od ich oddechu. - nawet widzę Cię w tym tam na końcu, ramoneska i kiecka, to Twój styl. Pamiętasz? gwiazda rocka, która zabalowała. - zachichotała Syrena. Odeszła kilka kroków, przyklękła na trawniku, wsunęła palce w trawę jak we włosy, uniosła głowę przewróciła oczami i zanim zastygła wyszeptała. - tylko, że sklep zamknięty, a nie przyjmują muszelek jako waluty. - i ucichała. Yokai zanurzyła się w ciszy, chwila przerwy od potoku słów, które potrafiła z siebie wypuścić Urszula. Aleks oparła się o witrynę, patrząc jak wiatr rozwiewa kruczoczarne włosy wodnej istoty. Uśmiechnęła się do siebie, szklana powierzchnia ogrzewała jej plecy od ramion po uda. Nagle usłyszała za sobą pukanie. Odwróciła się zauważyła znajomą postać. Przypominała Urszulę, tylko lekko opalizowała, odwróciła się w stronę klęczącej Syreny, ta jak posąg tkwiła z wbitymi w ziemie palcami. Odwróciła się ponownie w stronę witryny. Nadal widziała szeroko uśmiechniętą Syrenę, ta uniosła w gorę dłonie, przestąpiła z nogi na nogę, wyrzuciła palce dłoni w geście "taa - dam". Następnie spojrzała w dół, ułożyła usta w dziubek, jak mim, a jednocześnie w zasłoniła je palcami jednej, a drugą dłonią wskazała niżej. Na wysokości pośladków Alex. Zmiennokształtnej na zaparowanej powierzchni zauważyła narysowany uśmieszek. - No faktycznie "ups". To zagadka grzejącej szyby się wyjaśniła. - szepnęła Aleks podchodząc do otwierających się drzwi, z których wyszła Syrena, półprzeźroczysta, jakby z wody. Bezszelestnie, bez słowa, tanecznym krokiem przebiegła obok Yokai. Dobiegła, a właściwie zrobiła kilka Pass de bourree w kierunku "siebie", stojąc przy swoim ciele pochyliła się, wyciągnęła dłoń w stronę towarzyszki i dotykając jej noska pękła delikatną mgiełką, jak mydlana bańka, a Urszula, już w swoim ciele dodała "Bip" naśladując trąbkę, czy tam dźwięk jaki wydaje nos klauna.
- ubiorę Cię jak bóstwo, a wiem co mówię. Laska świat padnie Ci do stóp. - Urszula wpychając Aleks do środka, wyrzuciła z siebie serię słów, nazbyt długo poruszała się w niemym kształcie wody. Jednocześnie rozglądała się czy nikt nie widzi. Księżyc widział, a z nim wszystkie jego dzieci. Noc ma swoją moc.
Pociągające i intrygujące.
OdpowiedzUsuń