Zanim wstanie miasto



"Płomień Twej krwi oślepia mnie

Pamięć w niepamięć zmienia się

W płomieniach krwi lemiesza nóż

Jestem jak żyzna ziemia już

Karmi się Tobą mój gniew"
MK



Waldemar siedział zamyślany nad klawiaturą. Laptop właśnie po raz setny przeszedł w stan uśpienia. Myśli przez palce, na ekran laptopa nie szły jak kiedyś. W głowie, jak stara płyta grało „kim jesteś” za każdym razem nagranie w mózgu zarzynało się igłą gramofonu. Słowa, które usłyszał od niej, jeszcze niedawno brzmiały, czystym dźwiękiem, jakby stała obok i szeptała do ucha. Teraz, po setkach odsłuchań głos trzeszczy i bardziej przypomina głos demona, niż kobiety. Pisał kolejny artykuł do gazety, coś o ludziach i demonach. Tak źle nie było. Nie mógł przestać o niej myśleć. Nie widział jej wieki, może nigdy? Przeszło mu przez myśl, że właściwie nigdy jej nie znał. Zaginęła nagle. Jeszcze pamięta jej słowa, które teraz zarzynają mu inne myśli. - No właśnie, "kim jestem"? - wyszeptał i jak na hasło obraz laptopa rozświetlił się i zobaczył jej zdjęcie na ekranie. Prześwietlone czerwienią zdjęcie rozświetliło pokój. Dziewczyna ze zdjęcia patrzyła wzrokiem pełnym pasji i namiętności. Mężczyzna dotknął ekranu, drżącą dłonią pogładził rysy policzków. Uśmiechnął się do zdjęcia i zamknął laptopa. Spakował go do plecaka i wyszedł. Dzień pochylił się ku końcowi. Zmęczone słońce ostatkiem sił pokłoniło się światu i zaczerwienione chowało się za horyzont. Waldek chwile patrzył w słońce, widział w nim twarz Anny. Jedną ręką trzymał laptopa, a drugą dłonią sięgnął do kieszeni. Wyjął z niej talizman. Zwitek sznurków, korzeń jakiejś rośliny i zawiniątko z ziołami. Całość połączona kosmykiem jej włosów. Wszystko pachniało nią. Czarownicą. - No kim jestem. - pomyślał. Pamięta jak dziś, gdy z dziecinnym uśmiechem wbiegał do domu, gdzie nie czekało nic dobrego. Szczeniacka ufnością udawał, że wszystko jest dobrze, że nie trzeba się o niego martwić. Pytania o dom maskował uśmiechem i milczeniem. Dno, które oglądał od spodu. Znalazł siły i teraz, po trzydziestu latach demony już pogrzebał. Cały czas pamięta pełzające zło, macki ciemności. Jego pokój. Grzyb na ścianie i demony wyglądające z pieca. Fototapeta z jeziorem, z którego wychodzili ONI. Teraz odbił się od dna, znalazł w sobie drogę, przebił się przez taflę lodu i teraz leci, zdobywa nagrody. Pisze setki bzdur, do tej gazety. Twarze bogów widziane w korze drzew, wampiry Wegę, wilkołaki, mamuty zamrożone w sztolniach pod zamkiem Książ. Pisał co widzi, gdy inni zamykają oczy. Teraz miał blokadę. Miasto oszalało. Wszyscy zaczęli widzieć potwory na dachach, wybuchy, żołnierze i wozy bojowe. On Nie wiedział, o czym ma pisać. Ścisnął w dłoni pakuneczek i nawet nie zauważył, jak znalazł się na ulicy.

- Anna. - wyszeptał. Poczuł jej oddech na szyi, jej długie ciemne włosy otuliły go promykiem zachodzącego słońca, jej dłoń delikatnie musnęła jego twarz. Nagłym uderzeniem, unosząc go w powietrze, w locie usłyszał pisk opon, głuchy trzask, brzdęk tłuczonej szyby. Chłopakowi kręciło się w głowie, czuł przeszywający ból, wzdłuż kręgosłupa przez kark aż do czubka głowy, gdzie płynęła krew. Płyn, z szerokiej rany, cienką strużka korytem bruzd, powstałych pd grymasu bólu na czole, spłynęła na brwi, a później wzdłuż nosa, wielkimi kroplami, z jego czubka, spadały na ziemię. Rzucony uderzeniem wpadł na pobliskie krzaki, jego głowa zawisła kilka centymetrów nad ziemią.
- O cholera - usłyszał. Z wielkiej, pobijanej limuzyny wyskoczyła kobieta. Blondynka średniego wzrostu podbiegła do mężczyzny. - żyjesz? Co Ty robiłeś na środku ulicy?
- Justyna! - Rozległ się kolejny głos. Starszy mężczyzna znad opuszczonej szyby wołał do blondynki. - Dosyć krwi na dziś. - Dodał. Odchylił się i coś powiedział do innej kobiety, która siedziała z nim w samochodzie. Ta wyskoczyła z pojazdu i jednym susem doskoczyła do blondynki. Sprawdziła puls Waldemara i — Zabieramy go! - zarządziła. Zdjęły mężczyznę z krzaków i zaczęły targać do limuzyny.
Przez chwilę widział Anne w czerwonej sukience, tej z ekranu komputera, czerwień oślepiała go promieniami słońca, a krople karmazynu zalewały mu oczy. Próbował otworzyć oczy, przed jego oczami przesuwała się ziemia. Próbował uruchomić nogi, które z trudem go słuchały. Świat zaczął wirować. Na chwile zamknął oczy. Chłopak otworzył oczy, przez ledwie uchylone i przymrużone bólem, Zobaczył kobietę, która bandażowała mu głowę.

- już wstaje kochanie... - wyszeptał niewyraźnie.
- Dobrze misiaczku. - usłyszał, poczuł jej dłoń, która delikatnie wplata długie palce, w pierścionki jego kruczoczarnych włosów. Nagle, błądząca dłoń, zaczęła szarpać go za loki, jak zaplątany we włosy nietoperz. Ból wyrywał go ze snu. Zobaczył starca, który bacznie mu się przyglądał. Siedział wyprostowany, opierał dłonie na lasce, która bujała się na boki, gdy samochód najeżdżał na wyboje. Nad jego głową coś wisiało. Dziwnie znajome. Poczuł znajomy zapach. Próbował go rozpoznać, oddzielić od zapachu krwi i skórzanej tapicerki. To Anna, jej zioła. Wtedy rozpoznał paciorki, które wisiały w samochodzie. - Anna... - wyszeptał i osunął się na kanapę. Zobaczył niebo. Wielki księżyc zaglądał do środka przez rozerwany dach limuzyny. Mdlejąc, rozluźnił zaciśniętą dłoń i wypadła z niej paczuszka. Starzec, który siedział dotąd wyprostowany skrzywił się. Podniósł brew i krzyknął coś do kierowcy.

x
x

Komentarze

Popularne posty