13: Ta noc, gdy wszyscy ucichli...

Leżała w pustej sali. Była głodna. Płakała. Przeklinała przez zęby. Przez zamknięte drzwi przesączało się mdłe światło. Centymetrowa szpara pod drzwiami wpuszczała delikatną wiązkę światła. Czasami wtulała się w białe światło. Wnętrze było puste. Tylko ona. Ubrana w delikatną sukienkę. Czas sprawił, że materiał jej szaty był naddarty i pobrudzona. Próbowała liczyć dni, tygodnie, a może lata jej pobytu w tym miejscu. Czasami widziała, że staje pod drzwiami.

- Wypuść mnie stąd! - krzyczała wtedy. - Jestem głodna, nakarm mnie!. -

- Wybacz. - czasem szeptał.

- Mówiłeś, że mnie kochasz. Cierpię. Umrę tu. Proszę, wypuść mnie! - Błagała i uderzała pięścią w drzwi. - Chociaż mnie zabij! Zakończ to. - Dodawała, cichnąc i zsuwając na podłogę.

- Nie umiem. - Jego głos drżał. - Bo nie umiem Ci pomóc. - Wychodził i na chwilę wszystko cichło.

Głód, który czuła rozdzierał jej pierś, czuła każdym kawałkiem ciała modlitwę o pożywienie. Wtedy po chwili zadumy krzyczała, ile miała sił w płucach. Nikt nie reagował, nikt nie słyszał. Oprócz niego. Tego, który chował głowę w ramionach i tylko kot reagował.

***

Korytarz wypełnił smród prochu i zapach krwi. Słodka woń róż ukołysała wilka. Jednym susem odbił się od podłogi, wskoczył na ścianę i wbijając szpony w zdobioną powierzchnie, odbił się w kierunku odgłosu wystrzału. Katem oka bestia zauważyła mężczyznę z wielką fuzją. W ułamku sekundy wybiła mu z ręki broń i chwyciła za szyję i uniosła go do góry. Nagle. Uwagę przemienionej Marii zwróciła olbrzymia dziura w jego ciele, to z niej wydzielał się zapach, który tak ją nęci. Nie potrafiła powstrzymać wilka. W mgnieniu oka strzelec zmienił się w krwistą papkę resztek. Wielka postać przetarła pysk z resztek ciecia i zauważyła postać. Tuż za drzwiami, zza których dopiero w wyszła. Pchnęła je. Wpuściła do środka białe światło. Ze szczytu schodów zauważyła tłum pokracznych, powykrzywianych, ale żywych istot. Niektóre z nich światło widziały pierwszy raz od wielu lat. Wilkołak wyszczerzył kły. Zobaczył kolory, które wydzielały stwory, ich zapach tworzył w jego nozdrzach paletę smaków. Wystarczył jeden sus i najadłby się na lata. Wilczyca uśmiechnęła się w myślach, a Maria dzieląca z nią pokój w głowie włochatego monstrum nie mogła nic poradzić na zbliżającą się rzeź. Zaczęła przeciągać się w ekstazie wyobraźni. Nagle zamarła gotowa do skoku. Wtedy pojawiła się dłoń, zaciśnięta w pięść, a ta trzymała w ręku woreczek. Zapach z jego wnętrza powoli utulił wilczycę, a zielonooka zaczęła odzyskiwać kontrolę.. Zerknęła wtedy wzdłuż dłoni. To była Anna. Okrywała półnagie ciało resztkami koca, trzymała w reku rewolwer. To nim powstrzymała strażnika.. Maria odwróciła się nagle i pobiegła wzdłuż korytarza. Nie zwolniła biegu, nawet gdy zauważyła wielkie wrota. Wypadła na zewnątrz. Resztki popróchniałego materiału wrót uniosło się w powietrze razem z rudą górą futra. Nad polaną świecił wielki księżyc. Maria wylądowała na wilgotnym mchu. Rozpostarła zakończone pazurami ręce i zawyła. Z radością i siłą, jakiej jeszcze nie czuła. Wiedziała, że musi wrócić do miasta i ratować drugiego wilka. - Gabriel- wysyczała przez kły.

***

Z krypty wyszła Anna. Po wilku nie było śladu. Wzięła głęboki oddech. Spojrzała w stronę księżyca, który oświetlił jej nagie ciało. Uśmiechnęła się do srebrnego skrawka nocnego nieba. - Tak kochana, wszystko jest według Twojego planu. O Pani. - wyszeptała wiedźma. Pogładziła po czuprynie trolaktóry objął jej nogę. - Chodźcie dzieci. - dodała i postawiła bosą stopę na mchu. Mała grupa stworzeń fantastycznych weszła w ciemny las. Schowany za podniszczonymi murami wejścia człowiek obserwował chwilę. Gdy blado białe ciało kobiety zniknęło, wgłębi lasu, on chwycił za telefon. Wybierał numer. Nagle z krypty wyszło coś jeszcze.

Drobnego.

- Oni wszyscy uciekli. - szepnął do słuchawki.

- Kto? - usłyszał w odpowiedzi.

- ONI! - odpowiedział i zaintonował głos. Nagle zauważył małą postać. - Dziecko? - wyszeptał, powoli odrywając telefon od ucha.

- To nie dziecko! - Wydobył się głos ze słuchawki. - uciekaj to — Nie dokończył zdania, słysząc chrupnięcie łamanych kości, zamilkł.

Stworzenie zainteresowane, mlaszcząc, podniosło telefon. Obejrzało go z każdej. Oblizało zakrwawione paluszki. Szepnęło — tata? - Sygnał się urwał. Usłyszał delikatny śpiew. Wołanie. Nastawił małe szpiczaste uszka i dalekimi susami pobiegło za dźwiękiem przyśpiewki.

***

Biegła co sił w łapach. Noc była piękna. Las spowijał mrok i otulała go mgła. Maria poruszała się szybko i nisko. Chowała się pod kołdrą mgły. Mleczna powłoka unosiła się tylko, falując, gdy pod jej osłoną rozpędzona góra futra biegła do celu. Przez głowę zielonookiej ostatnie wydarzenia przeskakiwały jak w prezentacji power point. Wszystko wydawało się zniekształcone i bez logiki jak w opowiadaniu jakiegoś zmęczonego umysłu. Bez wątku. Bez przyczyny i składu. Biegła. Nie wiedząc, czy to ma sens. Może On nigdy nie istniał. Może zawsze siedziała w tej piwnicy. Po prostu obudziła się lub zioła Anny przestały działać. Może zawsze była tylko ona. Samotna i smutna. Bez celu. Tylko dzikość, gniew i rozczarowanie. Może należała do tej nagiej wiedźmy?

Dotarła do miasta, wspięła się na pierwszy budynek. Poczuła zapach miasta. Rynsztok, syf i zgnilizna. Jej rude futro nastroszyło się w fali ekstazy. Przypomniała sobie Gabriela. Jego przemiana. Ta u niej w tajnym pokoju. Gdy przywiązany do łoża zmienił się w wilka. Poczuła jego smak w ustach. Zrozumiała, że jej miejsce jest tutaj. W tym popieprzonym mieście. - syf kiła i mogiła. - jak powtarzał jej ojciec w czasach zarazy. - uśmiechnęła się w myślach. Wielkie chrapy zaciągnęły powietrza. Oprócz smogu wyczuła delikatny swąd. To tam. Przeskakując, z dachu na dach dotarła.

***

Czuł zapach mchu. Tłum dociskał go do ziemi. Zapadała ciemność tuląca Gabriela ciepłą czerwienią. Wiedział, że to koniec. Szarość zapadającej ciemności zmienił się w czerń.

Po chwili wszyscy odchodzą. Włochate ciało leży wśród wrzosowisk. Podbiega kobieta. Maria. Płacze i pyta "co Ci jest?" - wilk nie rusza się — Nie zostawiaj mnie — dodaje przez łzy i uniosła ciężkie ciało i rozpaczliwie przytuliła do siebie. Nad kobietą stoi blondynka trzyma broń na wysokości skroni Marii. Lufa rozbłyska wystrzałem i huk zagłuszył jej ostatnie słowa. Świat ciemnieje z ostatnią łzą Marii.

***

Wcześniej.

Maria przez chwilę obserwuję sytuację przez rozbity świetlik. Rozpoznaje Blondynkę, którą spotkała w biurowcu. Luu siedziała na kanapie i pocieszała kobietę, która opowiadała o hrabim Dor. Wilczyca kątem oka zauważyła dziecko w pokoju. Zerkało na nią. Bez cienia strachu. Z uśmiechem. Dziewczynka pokryta była znaczkami. Machała do niej porozumiewawczo. Pokazywała coś w głębi pokoju. Maria domyśliła się, że okno. Wilczyca przeskoczyła na dach sąsiedniego budynku. Zobaczyła w oknie postać, która nadal do niej machała. Jednym susem przeskoczyła bliżej. Pokój dziecka miał kraty w oknach, a mieszkanka machała do wilczycy. Wskazywała szafę. Maria złapała za kłódkę, która łączyła ażurowe okiennice. Okno Było zbyt małe, by bez hałasu można było wejść do środka. Pokój dziewczynki był zamknięty, zrobiła to, gdy wołała wilczycę. Maria bez namysłu zrzuciła z siebie warstwę wilczego futra. Rudowłosa delikatnie wsunęła się do pokoju. Bezszelestnie stąpała po zimnych kafelkach we wrzosowe wzory. Julia złapała ją za rękę i prowadziła przez duży pokój. Maria złapała po drodze koc. Odziała się nim przez jedno ramie. Drugie zniewoliła delikatna rączka dziecka. Dziewczynka wskazała szafę. Zielonooka niepewnie zerknęła na Julię, która upewniając ją, kiwnęła głową. Maria złapała za drzwiczki. W ułamku sekundy wytoczyło się z niej ciało wilka. - Gabriel — krzyknęła nieświadomie. - co Ci jest? - Zapłakała.. Poczuła przeszywające zimną bijące z jego ciała - Nie zostawiaj mnie- Dodała, błagając. Ludzkimi siłami uniosła jego ciało i przytuliła. Wszystko straciło cel. Została sama. Próbowała siebie oszukiwać, że biegła za nim z obowiązku. "Bo go przemieniła, to musi go oswajać", że seks był tylko ze zwierzęcego instynktu. Potrzeby wiązania i zniewalania. Teraz wyplułaby wszystkie te myśli, żeby mu powiedzieć, że to miłość.. Nagle pouczyła zapach prochu i zaraz za tym zimną stal tuż obok skroni. Zamknęła oczy i szepnęła. - Kocham Cię.

***

Wielką pionową raną ciętą rozjaśnił się świat. Jakby Toshirō Mifune przeciął czarny materiał, odsłaniając światu słońce.

Tak wszystko się zaczęło tuż u progu końca.

"Bo gdyby księżyc miał siostrę, to taką jak Ty." - Podśpiewywała Selene, zstępując na ziemię.

Komentarze

Popularne posty