13: Paragraf 22
"Beznadziejne są nadzieje, wiara, lęk i żal!
Stachura
Wschód słońca tego dnia budził nadzieję. Nie był jakiś inny niż zwykle, bladoróżową poświatę, ukrywające się po łąkach mgły i z ptasim uśmiechem witane pierwsze promienie słońca otwierały nowy rozdział. Ktoś się rodził, ktoś umierał, a ktoś inny wstawał do pracy. Ktoś też wdychał parujące nocnym potem bruki miast. Pierwsze tramwaje ruszyły w miasto rozsiewając metaliczna woń szyn i spięć na pantografie. Ten sam prąd powoduje, że ktoś zdąży do pracy, co komuś innemu zapewnia poranną kawę. Tej ostatniej woń mieszała się z odgłosami poranka. Pobliski park ziewał ptasim trelem, kwitnącymi kwiatami, brzęczeniem pszczół i pitoleniem bezdomnych ukrytych w cieniu wysokich drzew. Po ciężkiej nocy sunęły wzdłuż alejki dwie sylwetki. Dwie kobiety, skryte w swoim dualizmie istoty sunęły, chodź można powiedzieć, że jedna mogłaby płynąć pośród kurzu. Splątane w swojej klatce dwojga nóg Syrena i bliżej nieokreślona, acz szarpana wewnętrzną dzikością Yokai.
- Według moich źródeł tu powinna być istota, która może pomóc nam znaleźć bibliotekarza. - szepnęła przegarniając włosy z twarzy Urszula.
- Mam swoje źródła. - zachichotała Alex - Brzmi jak doby suchar w stylu "jak wysyła pingwin listy?" - odczekała chwilę i dodała - "na krześle"- i parsknęła śmiechem.
- Coś dużo wiesz o sucharach, jak na kogoś, kto jeszcze wczoraj był niczym określonym. - zaśmiała się syrena.
- Możliwe. Krążyłam wśród ludzi, trochę wiem. - Pośród platynowców dotarły do łososiowego budynku. Weszły na piętro. Zasiadły na krzesłach i czekały. - może musimy gdzieś napisać, wiesz "na krześle". - zachichotała, a z nią Syrena. Zauważyła je kobieta w sekretariacie.
- Panie do kogo? - zapytała, zmrużyła przypominające kształtem migdały oczy i widząc chichoczące kobiety bez kolejnego słowa odwróciła się i weszła do pobliskiego pokoju. Drzwi na chwilę się zamknęły, ale było słychać ze środka. - Lenc jakieś odklejone, to pewnie do Ciebie. (;))
- Very kurna funny. - rozległ się szczery śmiech. - Odrobina asertywności Pani Sekretarko. - Rozległ się po chwili głos, znacznie głośniej i bliżej, a z nim głęboki oddech. Otworzyły się drzwi, zbyt mocno otwarte uderzyły o ścianę. - o kurczę. Popsuły się? - kobieta obejrzała je wokół, odwróciła się i do środka rzuciła. - Jest jakiś administrator? Pani Żaklino proszę coś z tym zrobić. To urząd, tak nie można pracować. - Przewróciła oczami i zerknęła na kobiety. - a Panią jak mogę pomóc? - Zapytała, poprawiła długą spódnicę i zapadła cisza. Szczery uśmiech ukrywał głęboki smutek i zmartwienia, które gdzieś tam targały jej duszą, ale głębokie pokłady pozytywnej energii nie pozwalały, żeby miało to wpływ na te momenty gdy była z dala od swojego cienia.
- Szukamy bibliotekarki. - Odpowiedziała Aleks lustrując kobietę, a ta była z tych, które nie potrzebowały napisów, bo twarz wyrażała wszystko. Teraz przewróciła oczami, tworząc meksykańską falę gałkami ocznymi. Zdmuchnęła z policzka kosmyk niesfornej grzywki, wzięła głęboki oddech, by przy ostatniej fazie wydechu rzucić na twarz szeroki uśmiechem.
- Bibliotekarki... hmmm - Poprawiła kowbojską koszulkę odkrywającą ramiona. - a szukały Panie w bibliotece? - dodała jakby ukrywając zażenowanie. Po chwili drzwi, z którego uchyliły się, słychać było śmiech, a sekretarka ukrywająca zaciesz i czerwone policzki próbowała przemycić się do biura, a za nią brunetka zamknęła drzwi i zerknęła na drzwi. - O właśnie. Panie pytają o bibliotekarkę, może znacie? - Zatrzymała kobiety, które z trudem ukryły śmiech. - bo ja myślę, że tam kawałek dalej w ceglanym budynku znajdą tę, którą szukają.
- Na dyskotece? - rzuciła Żaneta z trudem maskując parsknięcie śmiechu, a zerkając na stroje kobiet, które ubrane dość kuso i ekstrawagancko stały i oczekiwały odpowiedzi.
- Nieeeee, chodzi o bibliotekę . - Poprawiła ją sekretarka również ukrywając śmiech wychyliła się do przodu i wsparła się na koleżance.
- Brawo Lilka. Tak chodzi o bibliotekę. - syknęła w udawanej powadze. - To ja Panią wskażę kierunek. Zapraszam. Poprowadziła kobiety w dół klatką schodową. Kobiety bacznie przyglądały się przewodniczce. Zauważyły na odkrytych plecach tatuaż, który delikatnie falował przy każdym ruchu. Delikatne linie tuż pod skórą przeplatały się w kształty, które hipnotyzowały istoty poszukujące drogi do biblioteki. - O tam prosto i zaraz za zakrętem.
- Dziękujemy. - Syrena i Yokai pokłoniły się przewodniczce i poszły dalej. Kobieta odprowadziła je wzrokiem.
- Zmieńcie dilera. - szepnęła, przewróciła oczami i wróciła do budynku.
Kobiety szły wzdłuż drogi, wdychały woń kwitnących kwiatów i spalin. - widziałaś? - odezwała się Urszula. - Tatuaż księżyca, ciekawe przed czym ma ja chronić.
Komentarze
Prześlij komentarz