Dzikość mego serca CZ1
"Jeszcze dokoła słychać Twój śmiech,
czuję zapach Twój, egzotyczny kwiat,
Siedzę znów sam, tak potwornie sam,
Nieudało się — wszystko nie tak"
D
Przez uchylone drzwi zauważyła Gabriela. Jego szaro czarne futro migotała w świetle ulicznych latarni. Nie spuszczała go z oka, szczerbinki i muszki. Odwrócona do Luu plecami bestia łapczywie jadła jej towarzysza. Nagle, w mgnieniu oka, wilk odwrócił się przez ramię. Zauważył dziewczynę, która przez chwilę zawahała się o ułamek sekundy za długo.
- Wroahhh... - Zawarczał wilkołak. - Jego ryk zmienił się na chwilę w dźwięk, jakby metalowe puszki spadały z betonowych schodów. Brzdęk, brzdęk. Bum. Nagłym rozpryskiem słonecznym, uderzając Luu w twarz, odrzuciło ją kilka metrów dalej. Tracąc grunt pod nogami i resztki świadomości zdążyła jeszcze zauważyć, jak tuż obok niej przemknęła ciężarówka z napisem "Wielki łowca wilkołaków". - Znowu On... - Pomyślała, mdlejąc.
***
Chwilę wcześniej.
- łatwa robótka... Qrna... - pomyślał zgarbiony menel, który stał na pobliskim dachu i obserwował rozwój sytuacji. W międzyczasie kminił, na co wyda zarobione pieniądze. Pojawiły się czarne półciężarówki. Wyskoczyło z nich kilku uzbrojonych typów. - Ktoś ma dziś kiepski dzień... - zachichotał i wyjął z kieszeni granaty. Jeden czerwony drugi biały. W głowie układał plan, który mu przedstawiono. - Najpierw czerwony, później biały. Czerwony. Biały. Czerwony... - Przekładając granaty z reki, do ręki mamrotał, pod nosem. Wyjrzał ponownie przez murek na dachu. Zauważył mrowie "wojaków", jak ich nazwał w myślach, którzy wchodzili ostrożnie do budynku pół przecznicy dalej. Po chwili rozległ się huk, w jednym z okien zauważył błysk, po kolejnym momencie zapaliły się światła w mieszkaniu. Tuz koło okna zauważył cień postaci. Coś mówił, przyciskając palce do ucha. Komunikował się z bazą — domyślał się Ziutek. Wtem postać przy oknie podskoczyła, w mieszkaniu zaczęło błyskać jak na sesji fotograficznej. Postać przy oknie wygięła się,wyciągając broń i w ułamku sekundy wypadła z okna, z taką siłą, że uderzyła w budynek naprzeciwko. - Wow. - Podskoczył Ziutek. - Funfle mi w to nie uwierzą.
Z wrażenia zapomniał, który granat kiedy. Kątem oka zauważył ciężarówkę. - O prezes już daje znak...- szepnął, gdy kierowca ciężarówki dał znać długimi światłami. - Szoł tajm. -syknął, odrywając, zawleczkę białego granatu. - O Kurna! Najpierw czerwony! - jęknął, gdy szarpał za zawleczkę drugiego granatu. - Wyjrzał na ulicę, oślepiający błysk rozświetlił okolice. Mężczyzna na dachu widział tylko białą mgłę. Poczuł się jak sarna na drodze, której w oczy świeci tir. Przypomniał sobie, że wyjął zawleczkę z drugiego ładunku. Sarna, którą się chwile wcześniej poczuł, uskoczyła, tuż przed ciężarówką, a Ziutek w ostatniej chwili wyrzucił granat z dachu. Odetchnął z ulgą, gdy usłyszał świszczący wybuch. Zamknął oczy i oparł się o gzyms. Widział tylko białą plamę. Łyknął ulubionego napoju wyskokowego i nasłuchiwał.
***
Palił swoje ulubione fajki i wdychał każdy mach, jakby to był pierwszy oddech. Nasłuchiwał radiostacji. Przerywana krótkimi komendami cisza trwała wiecznie. Powtarzał sobie w głowie plan, który był bardzo krótki. - Nie daj się zabić. Nie daj się zabić. - mantrował po cichu i palił papierosy. Jednego za drugim. - Rak tak, kula nie. - Śmiał się w myślach. Po kilku minutach w radiu usłyszał:
- Mamy kontakt. Jest większy, niż opisywaliście! - Krzyk przerwał statyczny dźwięk zakłóceń.
- Nosz Q, w końcu! - Chwycił za kluczyk przy stacyjce. Przekręcił. Zamiast odgłosu pracy silnika usłyszał metaliczny jęk. - Nawet mnie nie denerwuj! Kupo złomu. - Odchylił się i z całej siły kopnął w kokpit ciężarówki, która po ponownej próbie rozruchu zastartowała. - Jedziemy! - Krzyknął i mrugnął "długimi" do partnera na dachu. Ruszył, delikatnie kontrolując sprzęgło i gaz. Kątem oka zauważył, że z dachu leci pierwsza niespodzianka dla Organizacji M. Gdy przyjrzał się bliżej, zauważył, że kolor puszki jest inny, niż powinien. Biel oznacza ślepotę. Czasową. Zdążył jeszcze przymknąć oczy, gdy kabinę rozświetlił błysk. Otworzył oczy, widział tylko kontury okolicy. Zahaczył stojące przy ulicy samochody. Po chwili odzyskał kontrole nad pojazdem i z impetem wpadł na ciężarówkę, w której siedziała bestia. Kierowca odbił, zarzucił tyłem i znalazł się nieopodal. Wyskoczył przez szoferkę na pakę. Kopniakiem otworzył tylne drzwi. Po drodze chwycił kaganiec. Podbiegł do ciężarówki, zakuł wilka w kajdany, zaczepił hak od wyciągarki i odwrócił się w stronę ciężarówki. W tym samym momencie od dachu jego pojazdu odbiła się metaliczny przedmiot. Przez głowę Piotra przeleciała myśl, której nie chciał. - Idiota rzucił drugi granat. - Jakby na potwierdzenie tuż u jego stóp potoczył się granat. Piotr widział jeszcze słabo, ale a czerwień zwróciła mu wzrok. Jednym susem wskoczył do ciężarówki. Schował się za drzwi i nagle usłyszał huk i syczący pogłos granatu zapalającego. Gasząc po drodze palące się kawałki podłogi, wskoczył do szoferki, odpalił wyciągarkę i ruszył. Przez chwile ciężarówka siłowała się z linką i pakunkiem na jej końcu. Ciało wilka, tląc się, wyskoczyło z resztek czarnego wana. Piotr dał gaz do dechy, a ciało podskakiwało na każdym wyboju. Wyciągarka ostatkiem sił zaciągała zdobycz do środka. Wybuch uszkodził zasilanie lamp. Po chwili stało się całkowicie ciemno. Ciężarówka oświetlała drogę jednym ocalałym reflektorem, ciągnąc za sobie płonącą jeszcze kulę futra. Prowadząc jedną ręką, łowca chwycił za telefon. Wybrał numer.
- Masz to? - Rozległ się głos w słuchawce.
- Mam. Spotkajmy się za miastem, w starej żwirowni, zaraz podeśle współrzędne.
- Ok. Czekam na koordynaty.
- Buc. - Skomentował kierowca, gdy usłyszał trzaśnięcie słuchawką i sygnał rozłączonej rozmowy.
Piotr zatrzymał ciężarówkę, gdy usłyszał, że wciągarka skończyła pracować. Poszedł na tył zamknąć drzwi, które nadpalone wybuchem się nie domykały. Podszedł do wilka, który leżał nieprzytomny. Przykuł go do specjalnie przygotowanych oczek z hartowanej stali. Przeklął w myślach wspólnika, wysłał współrzędne spotkania i pojechał w omówione miejsce.
Stał chwile, na zegarku zbliżała się dwudziesta trzecia. Przyjechała limuzyna. Za kierownica siedziała blondynka. Obok niej siedziała druga kobieta, brunetka. Z tylnej części, pasażerskiej, wysiadł wielki mężczyzna i otworzył drzwi z drugiej strony. Z Czarnego luksusowego samochodu wysiadł pomarszczony, starszy mężczyzna o lasce. Pokuśtykał do Wielkiego łowcy. Odprawił ochroniarza i szepnął. - żyje? Wilkołak? Czy znowu przywiozłeś mi niedźwiedzia? - pytał niecierpliwie. Nagle zamilkł. Rozejrzał się po okolicy i dodał — Poważnie? Tutaj?
- o co chodzi? - Zapytał Piotr.
- Większego banału nie mogłeś wybrać. Pełnia, wilkołak i wrzosowisko? - Pora na mnie, znowu sobie ze mnie żarty robisz! Żegnam! Zapomnij mój numer! - Zdenerwowany starzec dał znać kierowcy i ochroniarzowi. Pierwszy odpalił silnik, drugi otworzył drzwi limuzyny.
***
Mdła poświata księżyca wlała się do środka ciężarówki. Oświetlone przypalone futro wilka ożyło, zaczęło odrastać. Gabriel odzyskał na chwilę świadomość. Poczuł swąd palonego futra, spalin z przegniłej rury wydechowej i wrzosy, które radośnie podrygiwały w całej okolicy. W jakiś dziwny sposób wołały go, a księżyc zaczął nucić magiczna pieśń, której słowa znały tylko wilki. Czas łowów. Poczuł, że znowu jest spętany. Szarpnął. Paka ciężarówki lekko się ugięła. Przeszło mu przez myśl. - Sam nie dam rady. Zawołam wilka. - wysyczał przez zęby. - Mięso! - dodał wilk, a inni usłyszeli - Wroooaggghhhh!!!!
***
Starzec usłyszał ryk, który ściął mu krew w żyłach. Ściany ciężarówki zapadły się do wewnątrz. A przez rozerwany dach wypadł wielki Szary Wilk.
- Wrzosowisko, pełnia księżyca i wilkołak! Co może pójść nie tak? - zawołał.
- Wroooaggghhhh!!!! - Usłyszał, zaczął biec w stronę limuzyny.
"Jeszcze dokoła echo Twych słów,
czuję każdy nerw, bicie Twego serca,
Znów jestem sam, tak potwornie sam,
Chociaż kocham Cię, wszystko nie tak."
Komentarze
Prześlij komentarz