Drýsill - demony Twoich źrenic
Zanim wstało miasto, obudził ją dziwny dźwięk. Jakby sąsiedzi stukali w staromodną maszynę do pisania. Blanka nakryła uszy poduszką, ale wtedy wydawało się jej, że słyszy to wyraźniej. Usiadła na łóżku, chwyciła telefon. Wiadomość od Marka. „No bywa. Nie przejmuj się”. Przetarła dłonią twarz. – No tak miałam napisać opinię. – Przewróciła oczami. – i tak nie zasnę w tym hałasie. Wstała z łóżka, wślizgnęła stopy w puchate laczki, założyła szlafrok i delikatnie szurając po panelach, wyszła z pokoju. Jednocześnie próbowała okiełznać burzę blond loków. Jak dzikiego mustanga związała włosy w koński ogon. Po drodze weszła do aneksu kuchennego, zapaliła małą lampkę pod szafką, nalała sobie wody, wzięła łyka i odwróciła w stronę salonu. Woda miała metaliczny posmak. Dźwięk wystukiwanego rytmu zaczął być irytujący, ale wyraźniejszy niż w sypiali. Zrobiła kilka kroków i zauważyła światło na końcu pokoju. – Laptop. Najwyraźniej zostawiłam go włączonego. – pomyślała. Odgłos klikania stał się bardziej nerwowy. Wystukiwany rytm zmieniał się w jeden ciągły trzask. Nagle ucichł. Kobiecie ulżyło. Zauważyła jednak ruch tu obok laptopa. Nagły błysk, blada poświata. Twarz. Ktoś siedział przed monitorem. Przyjrzała się. Rysy stały się znajome. Znieruchomiała, strach przykuł jej stopy lodowatym gwoździem. – To Twoja wina! – Rozległ się krzyk, poznała ten głos. Staruszka z sąsiedztwa. – to przez Ciebie tu są! – Nagłym szarpnięciem laptop podskoczył i przewrócił się monitorem w górę. Blanka odskoczyła do włącznika światła. – Co Pani sobie myśli! – krzyknęła i zapaliła światło. Ciepłe światło żarówki wypełniło pokój. Był pusty. Tylko laptop leżał na wznak. Kobieta przetarła oczy. – Tylko sen, a ja lunatykuje. – szepnęła. Podeszła do laptopa. Postawiła go w pozycji normalnej. Już miała go zamknąć, gdy zauważyła, że cały dokument jest wypełniony. Usiadła. Odchyliła ekran, by lepiej widzieć. Zbladła. Sześćset stron tekstu, który brzmiał monotonnie „giń, umrzyj i zgnij” raz przy razie, bez spacji. Zasłoniła usta dłonią, oczy zadrżały ze strachu, a stały się przy tym wielkie jak pięć złotych. Chwyciła rant monitora i z trzaskiem zamknęła sprzęt. Przeszło jej przez myśl jedno imię - muszę do niego zadzwonić. - W tym samym momencie z głośników laptopa zaczęły wydobywać się trzaski. – Za mocno klapnęłam, zepsuł się. Teraz mi nie uwierzy. - Szybko otworzyła laptopa, a ten się włączył. Zamiast tekstu, który widziała wcześniej, na ekranie pojawiło się „Idziemy po Ciebie!” i podobnie jak wcześniejsza wiadomość napisana była bez spacji. Kilkaset razy, z tą różnicą, że tekst właśnie się wypełniał. Litera po literze z niesamowitą prędkością. Nagle w kuchni zaczęło się coś szamotać i z trzaskiem potłukło lampkę pod szafką i wyrzuciło z pomieszczenia wszystkie przybory z blatu, które z gracją sunęły po winylowej podłodze wprost pod stopy dziewczyny. Przerażona Blanka podkuliła nogi na fotelu. Nagle czarna fala wylała się z aneksu. Jedyne światło w pokoju zaczęło zmieniać kolor na czerwony, by po chwili zgasnąć. Laptop oślepiał Blankę i nie widziała, co się za nim kryje. Pokój ogarnęła ciemność. Wszystkiemu towarzyszyły trzaski wydobywające się z głośników. Nagle wszystko ustało. By po chwili z wrzaskiem, który słyszała w lesie, który wydobywał się z głośników, a wszystko rozgorzało jeszcze bardziej. Po chwili z trzaskiem zamknął się laptop. Pokój ogarnęła całkowita ciemność i cisza.
Zaczęło świtać, pierwsze promienie słońca oświetliły pusty, ascetycznie urządzone mieszkanie.
***
Dzień później.
Wyrzuty sumienia nie dawały Markowi spokoju. Wykonał kilkanaście połączeń. Blanka nie odbierała. Po kilkudziesięciu próbach odzywała się poczta głosowa.
– Wyłączyła telefon. – pomyślał. Jak tylko skończył pracę, która tego dnia dłużyła się bardziej niż zwykle, pojechał pod blok przyjaciółki. Zgasił silnik i jeszcze raz wybrał numer do blondynki. Odezwała się poczta „Cześć, tu Blanka, nie mogę podejść…”. Wybrał czerwoną słuchawkę. Wysiadając z samochodu zauważył zbiegowisko, które pojawiło się tuż przy wejściu do bloku. Nieopodal stała karetka. Wystraszony podbiegł w stronę gapiów. Nagle tłum rozproszył się, z wnętrza wychodzili medycy, pchali nosze. Na przenośnym łóżku leżały, zamknięte w czarnym worku zwłoki. Czas zwolnił. Wszystko zaszumiało żalem i wyrzutami sumienia ze zdwojoną siłą.
– Przegiąłem…- pomyślał. Wszystko zamajaczyło błękitnym światłem sygnalizacji karetki.
***
Dzień wcześniej.
- Nie kocham Cię już. – napisał Marek. – Jest już ktoś.
- Co? – Zawrzała w Blance krew. – Ty dupku. I zrywasz ze mną przez telefon? Kretynie skończony, tchórzu!!! – Odpisała i rzuciła telefon na drugi kąt łóżka.
Sama zbierała się z myślą o rozstaniu.
Sama wiadomość to szczęśliwy traf.
Nerwy jednak zostają.
- To nie tak się załatwia. Już kiedyś to zrobił, niczego się nie nauczyłam! – wyrzucała sobie dziewczyna – Co za dupek. – przeklęła.
Wzięła łyk wina.
Całkowicie zapomniała o przygodzie w lesie. Nerwy wróciły na realne problemy. Wszystko wraca do normy. - Byłeś tylko sflaczałą parówą w kiepskiej bułce. Twoje ego rozsadzało Cię, jak za duża ilość sosu w hot-dogu z Żabki. Wiadomo, że pękniesz i narobisz bałaganu swoim dennym wnętrzem. Ja szukam porządnego hamburgera, z prawdziwego, krwistego mięsa. Takiego smacznego, że jak sos pocieknie, to ze smakiem zliże go sobie z ust. - roześmiała się głośno do swojego porównania.
Otworzyła okno.
Wieczór pachniał ostatnim dniem lata. Ciepłym powietrze z odrobiną wilgoci. Odetchnęła i pomyślała o Karolu. Dreszcz przeszył jej ciało. Długa satynowa koszulka tuliła ciepło jej smukłe kształty. Przetarła ramiona z myślą o nowym początku. Położyła się do łóżka dotknęła myślą o spotkaniu z nim. O tym, jak tuli, całuje, pieści i dotyka. Walała sobie drugi kieliszek ulubionego wina. Kant naczynia przyłożyła do nabrzmiałych ust. Jego słodki smak sączył się przez usta, opływał zgrabnie języczek i wpływał do gardła wlewając się do duszy. Wszystkie złe myśli odeszły w noc. Różowe powieki dziewczyny zatrzepotały z podniecenia. Pościel pachniała różanym olejkiem, sandałowym balsamem do ciała i fiołkowym szamponem do włosów.
Zasnęła.
- „Klik” – Godzinę przed świtem rozległ się echem po pokoju.
Komentarze
Prześlij komentarz