Ucieczka z Badghost: Like a doll

Mijał kolejny czerwcowy weekend. 
Słońce wypaliło wszystkich, ale teraz już zaszło. Tych, których nie wysterylizowało słońce, pomagali sobie alkoholem. Morze wódy lało się z każdego stołu. Świadek dbał, by nikt nie siedział o suchym kieliszku. Niektórzy leżeli już na stołach. Jeden z gości z zabandażowaną ręką spał już jakiś czas. Nie był sam. Wielką salę wypełniał tłum gości, opary weselnego alkoholu i jej głos. Marta, wesoło podrygując w rytm muzyki, śpiewała kolejne szlagiery repertuaru weselnego. Pomieszczenie pulsowało kolorowymi lampkami. Światełka odbijały się w kreacjach gości, a te zaś tańczyły w oczach wokalistki. Jej wielkie brązowe oczy skrywały smutek. Cichą tęsknotę, ciągle za czymś goniła. Jak każdy anioł szukała swojego diabła i nie spocznie nim go znajdzie. Cząstkę szczęścia czerpie z pasji, która jest śpiew. Gdy mogła wykrzyczeć do mikrofonu swoje uczucia, nie musiała płakać kolejnej nocy w poduszkę. Pierwsze godziny chałtury mijały szybko, uwielbiała śpiewać. Jej oczy świeciły blaskiem pasji, którą mogła dzielić się teraz ze wszystkimi. Nie lubiła tylko jednego momentu. Przerwy. Zagadywali wtedy do niej pijani goście. Najczęściej mężczyźni. To był standard.
- Cześć aniele. – zapytał mężczyzna w średnim wieku, który właśnie przykulał się do stolika orkiestry. – Bo Ty z takim głosem… to na pewno jesteś aniołem. – Mężczyzna, mimo że stał, to nadal kulał się w miejscu. Opierał się raz o jedno krzesło, a za chwile o drugie. Po krótkiej rozmowie z nim miało się dwa promile.
- Dziękuje. Jestem zwykłą dziewczyną. – odpowiedziała, jak najdelikatniej potrafiła. Delikatnie odsunęła się od fana.
- Kłamiesz. – Usłyszała w odpowiedzi. – Wszystkie kłamiecie. Wszystkie takie jesteście. – wybełkotał, wymachując rękoma.
Dziewczyna zaczęła szukać wzrokiem ratunku u współtowarzyszy, którzy tylko się podśmiechiwali. Już miała wstać i uciekać, gdy pojawiła się odsiecz. Korpulentna blondynka w niebieskiej sukience objęła w pół wymachującego łapami pijaka. - Zdzichu, a ja Cię szukam. Idziemy tańczyć, zaraz zaczną. – wymamrotała.
- Tak już zaczynamy. – odpowiedziała cicho Marta i stanowczym ruchem głowy zerwała resztę orkiestry.
Wstając, poprawiła delikatnie sukienkę i tanecznym krokiem poszła na podwyższenie prowizorycznej sceny. Wskoczyła i chwyciła mikrofon.
- Gotowi na kolejną porcję przebojów? – Zaśmiała się, do swoich myśli – Jak gwiazda radiowej audycji – pomyślała. – Tu radio Ametist i kolejna porcja pijanych przebojów. – przytrzymała wargi, by nie parsknąć śmiechem. Natychmiast przypomniała sobie o szmince i puściła usta z uwięzi. – Przełożyła kartki z nutami, gdy koledzy zaczęli grać. - Znowu pomylili kolejność. – pomyślała i odwróciła się skarcić ich wzrokiem. Zawsze jak chcieli jej zrobić psikusa to grali jeden przebój.
„Odkąd zobaczyłem ciebie
Nie mogę jeść, nie mogę spać
Jak do tego doszło, nie wiem?
Miłość o sobie dała znać

Co poradzić mogę na to
Że miłość przyszła właśnie dziś
Że w sercu mym jest lato
A w moich myślach jesteś ty

Przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem
Gwiazdy chyba twym oczom oddały cały blask…”
Akcent
Lubiła, gdy śpiewała, przyglądać się parom, które tańczyły. Jedni lepiej, inni jak umieli. Mężczyzna z blondynką w niebieskiej kiecce też tam był. Nadal ledwo trzymał się na nogach. Uwieszony na swojej kobiecie dogorywał. Nagle odepchnął ją stanowczo i strzelił pawia na parkiet. Kobieta chwyciła go za poły garnituru i zaprowadziła do stolika. Natychmiast pojawiła się ekipa sprzątająca. Na salę wszedł jeden z gości, poobijany i w poszarpanym garniturze. Był w szoku. Inni goście próbowali się z nim dogadać. Wymachiwał tylko rękoma. Mówił coś o menelach, bandytach i świrach. Miał poranione całe przedramię. Rany wyglądały na ugryzienia.
- Pewnie wetknął rękę do kojca z psami – pomyślała, nie przerywając śpiewania. Odwróciła się w stronę orkiestry, lekko unosząc brew.
 „Let's dance in style, let's dance for a while
Heaven can wait we're only watching the skies
Hoping for the best, but expecting the worst
Are you gonna drop the bomb or not?

Let us die young or let us live forever
Alphavile
Po kilku utworach wszyscy zapomnieli, co się stało. Mężczyzna usiadł w kącie, opatrzono go i polano. Już było dobrze. Cała sala bujała się w rytm kolejnych kawałków. Prawie cała, bo mężczyźni w bandażach przysnęli. Para zaczęła się kłócić na parkiecie. Wychodzącego mężczyznę próbowali zatrzymać prawie wszyscy. Gdy do chłopaka dobiegł pan młody z różą w zębach, to tamten o mało nie wybuchł. Dziewczyna nie przerywając śpiewania, zastanawiała się, o co poszło.
Kolejna przerwa. Marta podskakiwała na krześle, czekając na kolejną porcję nut. W takich chwilach pojawiali się różni. Najczęściej mężczyźni.
- Od***Ol się od mojego faceta! – wykrzyczała brunetka, patrząc na wokalistkę. Co znowu rozśmieszyło weselnych grajków. Dziewczyna przewróciła oczami.
- Ale o co chodzi? – Zaczęła się bronić. Nagły krzyk uciszył weselny szum. Do pomieszczenia weszła zakrwawiona druhna. Jej fioletowa sukienka była poszarpana, a z ust spływał czerwonawy płyn. Oczy rudej dziewczyny były puste i szare. Zieleń jej oczu zasłoniła mgła. Była tylko w jednym bucie, u kostek zwisały czerwone majteczki. Jej mąż, natychmiast trzeźwiejąc, podbiegł do niej.
- Kto Ci to zrobił? – krzyczał i przytulił ją. Ona stała chwile sztywno, pochyliła głowę, spojrzała na tulącego ja mężczyznę i ugryzła go w ucho. Zaciskając zęby i pociągnęła głowę w górę, wyrywając kawałek skóry. Sala zamarła. Mężczyzna, trzymając się za ucho, upadł. Kobieta w fiolecie przeskoczyła jego ciało i rzuciła się na kolejną, najbliższą osobę. Wpadła z impetem na kolejną ofiarę. Upadając, wpadli na sprzęt nagłośnieniowy, który robiąc zwarcie, wystrzelił korki. Zrobiło się ciemno. Po chwili kilka osób zapaliło latarki w telefonach.
- Bo co to za wesele bez sztachet? – Ktoś próbował zażartować. Nagle z brzdękiem tłuczonego szkła coś wpadło do środka. Oświetlone miejsce upadku odsłoniło wujka Stefka, który łapiąc się obrusa, zaczął wstawać. Pod jego ciężarem materiał się zsunął, zrzucając na podłogę całą zastawę. Ktoś próbował pomóc mu wstać. Po chwili, jeśli zdążył, pożałował swojej dobroci. Starszy mężczyzna z nienaturalnie otwartymi ustami rzucił się na pomocnika. Z cichym jękiem upadli pod stół.
- Co tu się odwala? – szepnął jeden z członków zespołu. – Idę sprawdzić co ze sprzętem. - Marta zadrżała.
Zrobiło się całkowicie cicho. Nagle światło zapaliło się. Cała sala w siedziała na podłodze. Na środku Sali stała druhna, jej fioletowa sukienka lekko się kołysała w rytm jej ruchów. Stała na wyprostowanych palcach, wygięta i wpatrzona sufit. Miała ręce wyprostowane wzdłuż ciała. Poruszała się na boki jak na niewidzialnym sznurku. Zupełnie jak lalka, którą ktoś kontroluje. Nagle, prawie mechanicznie, jej głowa opadła. Ponownie, w mgnieniu oka, jak zwierzę wystartowała do najbliższej ofiary. Tym razem ktoś zdążył zareagować i chwycił ja w pół drogi. Młody mężczyzna przytrzymał ja za ręce, wyginając je przy tym w łokciu. Druhna, strzelając zębami, zaczęła wyginać się w jego stronę. Wystawiała szczękę, jak najdalej potrafiła. Nagle, z dźwiękiem chrupnięcia, wygięła się w jego stronę tak bardzo, że chwyciła przerażonego chłopaka za nos. Przerażony wypuścił z uchwytu jej przedramiona, które opadły połamane. Ponowie sale wypełnił krzyk. Muzyk pomagał wstać półprzytomnej kobiecie, która wpadła chwile temu w sprzęt. Przytrzymując jego rękę, rzuciła się na niego. Mężczyzna, który niedawno opatrywany był po ugryzieniu, również stał wyprostowany i wpatrzony w sufit. Podobnie wujek Stefek i jego brat, który pomagał mu wygrzebać się spod stołu. Nagle, jak na znak wszyscy rzucili się na najbliższą osobę. W ułamku sekundy w panice wszyscy goście zaczęli uciekać z Sali. Muzycy spojrzeli po sobie i pobiegli w stronę wyjścia. Marta chwyciła jeszcze swoja ulubioną ramoneskę.
Wybiegli na zewnątrz. Gitarzysta złapał się za kieszeń.
- Klucze ma Dawid. – przeklął w myślach. Nagle tuż za nimi pojawiło się kilka, dziwie powyginanych osób. – Nie mamy kluczy, sorry nie zabierzemy Was. – krzyknął Sebastian. Za nimi było źródło światła gitarzysta uniósł rękę, by przesłonić trochę jego oślepiające źródło. Zrobił kilka kroków w ich stronę. Nagle grupka z dzikim wrzaskiem rzuciła się na mężczyznę. Jeden z napastników pobiegł w stronę Marty, dziewczyna chwyciła skórzaną kurtkę za kołnierz i z wymachu wymierzyła cios, który powalił napastnika. Zaczęła uciekać. Usłyszała za sobą kroki, ktoś za nią biegł. Kilka osób.
Zaczęła się modlić.

Komentarze

Popularne posty